wtorek, 14 października 2014

1 Next hopeless day...

Kolejny głupi dzień. Kolejna nieprzespana noc. Kolejne rany na moim ciele. Kolejny raz bolące podbrzusze. A to wszystko przez mojego tatę. Od dawna mnie wykorzystywał, tak jak mamę. Ona bała się mu sprzeciwić, bo wiedziała, że to skończyłoby 
się siniakami. Zaczęłam się szykować do szkoły. Po 5 minutach byłam na miejscu. Nikogo tam nie znałam i z nikim się nie odzywałam oprócz Dylana. On był moim najlepszym przyjacielem, tak jakby bratem. Był ze mną od zawsze. Dylan wiedział o mnie i moim ojcu. Dzisiaj nie było go w szkole. Chodził tam jeszcze taki Justin Bieber. Cały czas się ze mnie nabijał i on też przyczyniał się do powstawania blizn. Dylan wiedział o tym że się tne. Gdy przekroczyłam próg szkoły, od razu rozbolała mnie głowa, czyli tak jak zawsze. Pierwsza była matematyka. Lubię ten przedmiot i jestem w nim całkiem dobra. Siedzę z Dylanem, którego dzisiaj nie ma. Pani oddawała testy.
-Emma 2.
-Dallas 3.
-Henderson 4.
-Lexi 5.
-Bieber 1.
-Zajebiiście.-krzyknął z sarkazmem.
-Jak tak dalej pójdzie to nie zdasz, musisz sobie znaleść korepetytora.
-Haha jeszcze czego.-zaśmiał się pod nosem, lecz pani tego nie usłyszała. Powpisywała oceny wszystkim uczniom do dziennika.
Zadzwonił dzwonek. -Nareszcie.-powiedziałam pod nosem. Teraz historia. Jak ja nieznosze historii. Szłam przez korytarz ze spuszczoną głową i na kogoś wpadłam. To był Justin. -Cholera.-zaklnęłam pod nosem.
-Proszę proszę, patrzcie kto tu idzie. To nasza kujonka. A może udzieliłabyś mi korepetycji?
-Odwal się ode mnie.-mówiłam do niego dalej ze spuszczoną głową.
-Oo jaka pyskata. 
-Zostaw mnie.-próbowałam się bronić, lecz to nic nie dało.
-Słuchaj,-nie zdążył dokończyć bo zadzwonił dzwonek, a ja szybko pobiegłam pod klasę.
*Po lekcjach*
Poszłam do szatni się przebierać i miałąm już wychodzić, gdy do szatni wszedł Bieber. Czy ja jestem na niego skazana?!
-Ooo, to ta która mi zwiała, tak?.-zadrwił. Nic się nie odezwałam
-No powiedz coś, a może się boisz?
-Mam się bać kogoś kogo bawi czyjeś nieszczęście?-zaraz tego pożałowałam bo strzelił mi z liścia w lewy policzek. Uderzył mnie tak mocno, że wylądowałam na ziemi.
-Wow, nieźle, damski bokser się znalazł.-zadrwiłam z niego, lecz tak jak wcześniej wymierzył mi kolejny cios w polik. Ponownie dzisiejszego dnia znalazłam się na ziemi. Powoli podniosłam się.
-Czy ty jesteś nadpobudliwy?!-zapytałam przez łzy. Bieber przycisnął mnie do ściany i złapał za szyję.
-Jeśli komuś o tym piśniesz, to skończy się dla ciebie o wiele wiele gorzej. Zrozumiałaś?-niemrawo pokiwałam głową i wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam ze szkoły płacząc i trzymając się za lewy policzek. Wróciłam i ujrzałam moją mamę leżącą na ziemi i chowając głowę między nogami a nad nią ojca.
-C..co ty robisz?!-zaczęłam się drzeć na niego.
-Czego się drzesz mała suko. To wina tej szmaty, bo nie chciała przespać się ze mną.-jak on może tak mówić?!
-Czy ciebie już do końca pogięło? Jak ty w ogóle możesz tak mówić?! Bijesz ją bo co? Bo nie chciała ci dać dupy?-wrzeszczałam 
najgłośniej jak mogłam, lecz on nic sobie z tego nie robił.
-A propo dawania dupy. Skoro twoja matka mi nie chce jej dać, to ty musisz uszczęśliwić swojego ojca. No chodź na górę.
-Nie! Nie pójdę. Jeśli chcesz dziwki to idź na ulicę, tam jest ich pełno, ale od nas masz się odczepić! Bo jak nie to...
Bo jak nie to co?-przerwał mi a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć więc blefowałam.
-To yy ja y zadzwonię na policję!
-Haha na policję? A co oni mi zrobią, przecierz na mnie nie doniesiesz, nie masz tyle odwagi, a tym bardziej twoja matka.- cały czas z nas drwił. Ja pobiegłam do pokoju i zamknęłam je szybko na klucz. W mgnieniu oka weszłam do łazienki i je także zamknęłam na klucz. Wyjęłam swój telefon i zadzwoniłam po Dylana. Był po kilku minutach.
-Co się stało mała?-usiadł pod ścianą obok mnie, a ja w momencie położyłam głowę na jego nogach i wybuchłam płaczem.
-Ja, ja już nie wytrzymuje.-mówiłam co drugie słowo szlochając. 
-Nie wiem co mam ze sobą zrobić, może jak się zabiję to będzie o jeden problem mniej na świecie, nie mam dla kogo żyć.-kontynuowałam
-Nie mów tak! Masz dla kogo żyć, ja się nie liczę?-zapytał ze łzami w oczach.
-Liczysz się, oczywiście, że się liczysz.-wstałam i podeszłam to umywalki, i wyjęłam z szuflady żyletkę. Usiadłam na przeciw Dylana i miałam już okaleczać moje ręce gdy...
-Stop! Wiem, że to robisz, ale nie pozwalam Ci pociąć swojego ciała już nigdy więcej!-mówił z dalej załzawionymi oczami. Przejmował się tym, że to robię.
-Ale..
-Żadnego ale! Masz.-podwinął rękaw od swojej bluzy i podał mi swój nadgarstek.
-Po co podałeś mi dłoń?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Masz, tnij, nie chce żebyś się już okaleczała, więc masz moją dłoń.
-Dylan, ja nie mogę ci tego zro...
-Jeśli sobie potrafisz to mi też możesz.-powoli przybliżałam moją rękę z żyletką do jego dłoni. Miałam już przejechać kawałkiem metalu po jego skórze, lecz się powstrzymałam. Schowałam głowę w swoje ręce i powiedziałam...
-Nie mogę, nie potrafię Ci tego zrobić.
-A sobie możesz to robić?-nic nie odpowiedziałam.
-Obiecaj mi, że już nigdy sobie tego nie zrobisz, a jeśli spróbujesz to ja też cię potnę, ok?- pokiwałam twierdząco głową.
-A teraz oddaj mi wszystkie żyletki jakie posiadasz.
-Że co?-spojrzałam na niego pytająco.
-No to co słyszałaś, oddaj mi je, żebym wiedział, ze już tego nie zrobisz.-powoli podniosłam się z miejsca i z niechęcią oddałam Dylanowi wszystkie żyletki jakie posiadałam.
-Wszystkie?-zapytał niedowierzając.
-Tak, wszystkie.
-Ok, więc teraz chodźmy.
-Gdzie?
-Na lody, pizzę, do kina, gdzie chcesz.
-Ok, tylko wezmę pieniądze.-wzięłam to co musiałam i wyszłam z chłopakiem. Dobrze, że tata pojechał do roboty. Czas spędzony z 
Dylanem odciągnął mnie od tej całej sytuacj.
_______
No i jest, pierwszy rozdział. W komentarzach piszcie czy się podobało czy nie. I jeśli ktoś chce być informowany to piszcie do mnie na fb : https://www.facebook.com/madzia.zawadzka.9

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz