niedziela, 21 grudnia 2014

2 I'm proud of you mom

W nocy obudził mnie hałas. Szybko się podniosłam i ujżałam męską postać. "No nie, znowu". Ta myśl cały czas chodziła mi po głowie. Oczywiście to była najbardziej znienawidzona osoba w moim życiu. Mój ojciec. Usiadł na łóżku i złapał mnie za nogę. Na sam jego dotyk mnie obrzydzało. 
-Przestań. Ja już tak nie chce.-mówiam powstrzymując płacz.
-Zamknij się! To dlatego, że dzisiaj mi zwiałaś, więc teraz siedź cicho i pozwól mi działać.
-Ale szybko. Chcę mieć już to z głowy.-wybuchłam płaczem. Jego obleśne ręce błądziły po moim ciele. Gdy te męczarnie się skończyły, poszłam do mojej szafki i chciałam wyjąć żyletki, lecz przypomniało mi się, że Dylan je ma. -Aaaa, Kurwaaa, ide się zabić!!-upadłam na ziemię i zaczęłam płakać. Przypomniało mi się, że mam golarkę. Pobiegłam do łazienki i rozwaliłam ją na części. Z moich palców sączyła się krew. Zrobiłam kilka głębokich ran na przedramieniu. Usnęłam w takiej pozycji. Rano obudził mnie Dylan, który przyszedł po mnie, zresztą jak zawsze to robi. 
-Ja pierdole. Lexi, Lexi obudź się.-mówił zachrypniętym głosem, lekko trzymając mnie za ramię. 
-Co? Już rano?-zdziwiłam się, bo myślałam, że położyłam się zaledwie godzinę temu.
-No nie, znowu to zrobiłaś?-zapytał załamany.
-Dylan, ja musiałam, ja już nie wytrzymuje. Nie daję rady.-mówiłam cały czas leżąc. On wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Letnią wodą obmył delikatnie rany i zabandażował je. Ponownie zabrał mi żyletki.
-Dziękuję, jesteś kochany.-przytuliłam się do niego, a on odwzajemnił gest.
-Kocham Cię.-powiedział lekkim szeptem.
-Słucham?-zapytałam nie dowierzając co właśnie powiedział Dylan.
-Ładna pogoda.- powiedział zawstydzony.
-Ja też cię kocham.-odwzajemniłam jego uczucia. Wstałam i zaczęłam się szykować do szkoły.
-Ejej, gdzie się wybierasz?
-No do szkoły.
-Dobrze, pójdę uszykować Ci śniadanie.
-Okejj.-zaczęłam się szykować. Poszłam do łazienki i wykonałam wszystkie poranne czynności. Następnie ubrałam się we wcześniej przygotowane ubranie. Podeszłam do lusterka i szybko pomalowałam oczy i nalożyłam trochę fluidu na wory pod oczami. Wzięłam torbę i poszłam do kuchni. Gdy już miałam schodzić po schodach poczułam ostry ból w podbrzuszu. -Cholera-cicho zaklnęłam pod nosem, zresztą zawsze tak mam jak mój ojciec przychodzi do mnie. Próbowałam nie zwracać na to uwagi. 
-Już jestem.-uśmiechnęłam się do Dylana, siedzącego przy stole.
-Widzę, a teraz pośpiesz się, bo nie zdążymy do szkoły. Szybko usiadłam na krześle i zaczęłam pałaszować pyszne śniadanko, które przygotował mi Dylan. Gdy skończyliśmy, poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szkoły. Uśmiech zszedł mi z twarzy. 
-Ojj, nie smutaj, jeszcze tylko 7 godzin i koniec męczarni.-próbował mnie pocieszyć.
-Tak, tylko 7 godzin w jednej klasie razem z nim.-wskazałam na Biebera, próbującego flirtować z jakąś laską. 
-Nie przejmuj się nim.-przytulił mnie do siebie.
-Postaram się.-również się w niego wtuliłam. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Wf, nie lubię wfu, to najgorszy przedmiot na świecie. Graliśmy w siatkówkę, jakoś przeżyje, dobrze, że nie w kosza. Niestety byłam z Justinem w drużynie. Była moja zagrywka, lecz ja nie umiałam w to grać, więc spróbowałam i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam męski głos. Z niechęcią otworzyłam oczy bo dokładnie wiedziałam co się stało. Zaserwowałam Bieberowi piłką w głowę. Lekko się uśmiechnęłam, że to akurat padło na niego, lecz to zaraz minęło. 
-I z czego się cieszysz?-zapytał złowrogim głosem. Ja nic nie odpowiedziałam.
-O a teraz to cicho będziesz?-przestraszyłam się, bo wiedziałam, że on jest zdolny do wszystkiego. Podbiegł do mnie Dylan i przytulił, a Justin odszedł bez słowa.
-Boję się. Strasznie się boję, on jest zdolny do wszystkiego.-mówiłam szeptem, powstrzymując płacz.
-Nie martw się, nic Ci się nie stanie.-pokiwałam głową i poszłam do szatni, a reszta dalej grała. Przebrałam się i gdy zadzwonił dzwonek, wyszłam z szatni i kierowałam się na angielski. Zasmuciłam się, bo Dylan jest w innej grupie. Weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce. Po 10 minutach wszedł mój wróg numer 1 (czyt. Justin). Pewnie się bzykał z jakąś pustą lalą w kiblu. Przejechał oczami po klasie szukając wolnego miejsca i zauważył, że siedzę sama. Z wrednym uśmieszkiem spojżał na mnie i zaczął się kierować do mojej ławki. Jedyne co mi przyszło do głowy to "O mój boże" Zajął miejsce koło mnie, a ja udając że mnie to nie obchodzi nawet na niego nie zwróciłam uwagi. Tak na prawdę to wszystko we mnie pulsowało. Zaskakujące było to, że przez całą lekcję nic, się nie odezwał. Na następnej lekcji stało się coś najgorszego. Pani Wood (pani od matmy) udzieliła mnie jako korepetytorke dla Justina. Błagałam ją o zmiane na kogoś innego, ale była nieugięta. Na następnych lekcjach byłam myślami gdzieś indziej. Rozmyślałam nad tym, jak uniknąć tych korepetycji. O mój boże. Do głowy przyszła mi  myśl o moim ojcu. Przeciesz jak on sie dowie to rozpowie całej szkole. No nie, ja sie zabije. Po szkole pożegnałam się z Dylanem i poszłam do domu. Moja mama była... szczęśliwa? Jejku, nigdy nie widziałam jej szczęśliwej. 
-Co się stało?-zapytałam mamy całej w skowronkach.
-Nie uwierzysz. Twój ojciec się wyprowadził. Powiedziałam mu, że jak on się nie wyprowadzi, to w tej chwili dzwonię na policję i wszystko im mówię. Chciał mnie wtedy uderzyć, ale szybko wzięłam telefon do ręki i postraszyłam go. I udało mi się.
-Naprawdę? Jestem z ciebie taka dumna. Naprawdę-mocno się w nią wtuliłam. Teraz moje życie będzie o powołę lepsze. Jeszcze został ten pieprzony dupek Bieber.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz