czwartek, 25 grudnia 2014

3 That i think she cuts own body

[JUSTIN'S POV]
No ja pierdole. Po co do szkoły trzeba wstawać tak wcześnie? Jeszcze rok i pierdole szkołe. Zacząłem się szykować. Moja mama wołała mnie na śniadanie, które po chwili zjadłem. Wziąłem kluczyki od mojego bugatti. Po chwili znalazłem się na parkingu szkolnym. Zauważyłem, że z Dylanem przyjechała Lexi. Ta szmata, z którą mam korepetycje. Już miałem ją wyzywać, ale przypomniało mi się o moim planie. Polegał on na tym, że się w niej "zakocham" a potem będę rozpowiadał, że się z nią przespałem i że robi zajebiste lody. Haha i jeszcze wisienka na torcie. Stworzę stronę o tym, że Lexi daje dupy za odpowiednią cenę. Haha już się nie mogę doczekać.  Chwila, chwila. Ona chodzi z Dylanem, trzeba to zepsuć, aby mój plan wypalił. 
-Cześć Justin-usłyszałem piskliwy głos Emmy.
-O hej Emma, słuchaj jest sprawa. Musisz rozbić związek Lexi i Dylana.
-Po co? 
-Po prostu, zrobisz to?
-Dobrze, ale jak?
-No nie wiem, udawaj, że sie regularnie bzykasz z Dylanem czy jakoś tak.
-A od kiedy mam zacząć działać?
-Najlepiej od teraz.
-Okej.-patrzalem jak Emma podchodzi do Dylana. Pocałowała go i powiedziała coś w stylu "Dzisiaj też jestem sama w domu. Wpadniesz na noc?"-Myślałem, że tam sie posikam ze śmiechu. Haha, mina Lexi była bezcenna.

[LEXI'S POV]

-Dzisiaj też jestem sama w domu. Wpadniesz na noc?-usłyszałam to i myślałam, że to jakiś głupi żart, lecz się pomyliłam.
-O czym ty mówisz?
-No co, nie mów, że nie pamiętasz jak się wczoraj bzykaliśmy.-znów pocałowała go w usta a na odchodne rzuciła "U mnie o 16:45" i odeszła. Do moich oczu napłynęły łzy. Wyrwałam moją rękę z uścisku Dylana. Biegłam do domu. Najszybciej jak mogłam. Otworzyłam drzwi i wbiegłam do swojego pokoju. Zrobiłam to. Ponownie to zrobiłam. Miałam ochotę umrzeć. Tym razem nie zważałam na ból. Robiłam to ze złością. Gruba linia na grubej linii a z nich sączyła bez przerwy krew.
Mój telefon zadzwonił. Zauważyłam, że to Dylan i nie odbierałam. Kiedy cała złość ze mnie uszła Byłam zmęczona. Po prostu usnęłam. Dzisiaj powiedziałam mamie, że śpię u Dylana, lecz nici  z planów. Obudziłam się o 4:56 nad ranem. Moja ręka strasznie bolała. Spojrzałam na nią i zauważyłam zaschniętą krew. Nagle moja głowa mnie rozbolała. Myślałam, że zaraz wybuchnie. Był piątek rano, czyli moja mama wróci dopiero w niedzielę. Obmyłam moje rany i je zabandażowałam. Nigdy tego nie robiłam, bo moje blizny nie były aż tak głębokie. Wykonałam poranne czynności. Spoglądając na zegarek zauważyłam że jest już 5:39. Nie miałam co robić, więc włączyłam telewizje. Leciały jakieś plotki o gwiazdach. Jakby tego było mało to na dodatek usnęłam. Gdyby nie budzik w moim telefonie, to bym nie wstała. O godzinie 7:30 wyszłam do szkoły. Opuściłam dom wcześniej, aby uniknąć kontaktu z Dylanem. Jak on mógł mi coś takiego zrobić. Dobrze wiedział do czego jestem zdolna. Skręcając w ulicę, na której znajduje się szkoła usłyszałam kogoś wołającego moje imię.
-Lexii, Lexi!!-ktoś krzyczał, lecz się nie odwracałam, wiedząc kto to.-Lexi, stój.-obok mnie jechał Dylan swoim samochodem.  
-Po co mam się zatrzymywać, idź do Emmy. Ona cię na pewno wysłucha.
-Oj przestań, dobrze wiesz, że tak nie było.-irytował mnie, tym jak kłamał w żywe oczy. Wyjełam z mojej torby słuchawki i włączyłam muzykę na fula. Odjechał, po czym mi ulżyło. Nie mogłam już na niego patrzeć. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się, a serce podskoczyło mi do gardła. 
-Cz..Czego ode mnie chcesz?-zapytałam ze strachem w oczach.

[JUSTIN'S POV]

Gdy zobaczyłem Lexi, to zacząłem działać.
-Cz..Czego ode mnie chcesz?-zapytała, a ja myślałem, że wybuchne tam śmiechem.
-Słuchaj, wiem, że między nami nie było najlepiej, ale chciałem to naprawić.-udawałem speszonego, aby pomyślała, że mówię prawdę.
-Zostaw mnie, nie mam ochoty na twoje durne żarty.-ja złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Myślałem, że tam zwymiotuje.
-Ja mówię, poważnie. Proszę uwierz mi. Przepraszam za to wszystko co ci zrobiłem, ale na prawdę chciałbym to naprawić.-Puściłem ją i powoli się odsunąłem. Zacząłem iść w przeciwną stronę.

[LEXI'S POV]
"Na prawdę chciałbym to naprawić"-te słowa zapadły mi w pamięci. Że niby co on chciał naprawić?! Przec całą drogę myślałam o tym co powiedział mi Bieber. Stanęłam przed szkołą, wzięłam głęboki wdech i ruszyłam na lekcje.
*po ostatniej lekcji*
-O której mam przyjść na te korepetycje?-usłyszałam i wiedziałam kto to był. Dalej był speszony.
-A o której Ci pasuje-zapytałam obojętna,
-Może być o 16?
-Tak-odpowiedziałam i jak najszybciej się stamtąd ulotniłam. Była 14:36. Jeszcze muszę ogarnąć pokój i łazienkę, pochować żyletki i zmienić bandaże. Z wszystkim skończyłam ok. 16. Dobra, teraz przygotuje zeszyt i książki od matmy. Punktualnie jak w zegarku Bieber zadzwonił do moich drzwi. Ale skąd on wiedział gdzie ja mieszkam? Uderzyłam się lekko w głowę i mówiąc po cichu do siebie, że nie ma na to czasu.

[JUSTIN'S POV] 

Równo o 16 zadzwoniłem do drzwi Lexi. Ona po kilku sekundach otworzyła. Była ubrana w getry troszkę za dużą, granatową bluzę i włosy związane w roztrzepanego koka. Gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Nie okazywała żadnych emocji, była jakby bez uczuć. Zresztą, co ja się będę użalał, nad jej emocjami. Prowadziła, a ja szedłem za nią. Muszę przyznać, dom ma nawet fajny. W końcu dotarliśmy do jej pokoju. Był większy od mojego. 
-Więc czego nie rozumiesz-zapytała, dalej bez emocji.
-Haha, myślisz, że ja się będę uczyć?-wyśmiałem ją.
-To po co tu przyszedłeś, równie mogłeś teraz bzykać jakieś puste lale, jak zawsze.-odegrała mi się. Czego nie powinna robić. Odruchocho ją uderzyłem. Kiedy zobaczyłem jak leży na ziemi, miałem ochotę się śmiać. Lecz ona nie wstawała od 5 minut. Pomyślałem o ucieczce, ale przecież ona mogła wszystko wygadać. Z obrzydzeniem jej dotknąłem, próbowałem ją ocucić, lecz nic. Nic nie podziałało, więc wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do łazienki. Posadziłem ją na blacie koło umywalki. Wziąłem ręcznik i chciałem zrobić jej zimny okład, dopiero teraz zauważyłem, że z jej nosa sączy się bordowa krew. Miała ją na dłoniach, i na bluzie. "O cholera" powiedziałem pod nosem. Wytarłem tą krew, a potem zrobiłem ten zimny okład. Kiedy zdjąłem z niej bluzę, aby ją spalić, zauważyłem jej zabandażowane ręce. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to to, że mogła je sobie nadwyrężyć, lecz po dłuższym zastanowieniu pomyślałem, że ona może się ciąć. Lekko podwinąłem bandaż by się przekonać, wtedy ona się obudziła. A ja nie wiedziałem co zrobić, nie ruszałem się, miejąc nadzieję, że dalej pójdzie spać. Lecz nie, spojrzała na mnie spod byka i szybko zabrała rękę. 
-Co ty robisz?!-niemal krzyknęła.
-Ee... y.. ja... y... nic.-zamurowało mnie. 
-Ałaa. Mój nos-gwałtownym ruchem się za niego złapała.-Nic nie pamiętam.-uff, jak to dobrze.
-Szłaś po zeszyty do biurka, potknęłaś się o krzesło, którego nie zauważyłaś, i wyjebałaś o biurko. Pociekła ci krew, więc obmyłem ci twarz zimną wodą. Ale zrobiłem to tylko dlatego, żebyś nie pomyślała, że cię pobiłem.-w myślach podziękowałem sobie.
-Czyli jak zawsze.-powiedziała bardziej do siebie, lecz ja to usłyszałem.
-Co ty kurwa powiedziałaś?-krew pulsowała mi w żyłach.
-To co zawsze, już mam dosyć ulegania tobie. Myślisz, że co, że jesteś taki super, jak  pobijesz słabszego, a zwłaszcza dziewczynę, i nikomu nie powiesz? Wcale nie, nie jesteś. A i jeszcze Emma, ta szkolna dziwka jest tak rozjechana, że arbuz by się tam zmieścił, a ty tyle razy ją bzykałeś, że nawet nie jesteś pewny, czy jakiegoś HIV'a nie masz. Taak, jesteś taki zajebisty, pogratulować. A teraz weź wypierdalaj, nie mam ochoty na ciebie patrzeć.-była cała czerwona ze złości, a łzy leciały po jej policzkach. Wow, pierwszy raz ona mi pojechała. Lekko mnie popchnęła za drzwi, które nadal były uchylone. Opadła powoli na ziemię i zaczęła szlochać. Zza ściany wpatrywałem się w nią, ciekawy co zrobi. Po chwili wstała, podeszła do szafki pod umywalką, i wyjęła z niej żyletkę. Znowu opadła na ziemię i odwinęła bandaże. Byłem w szoku. Było tam w chuj dużo ran. Każda była długa, i strasznie głęboka. Ona zamknęła oczy i robiła kolejne rany. Nie mogłem na to patrzeć. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Po prostu wyszedłem. Wróciłem do swojego domu, i się położyłem. Myślałem nad tym, co Lexi potrafi zrobić, i po prostu zasnąłem

niedziela, 21 grudnia 2014

2 I'm proud of you mom

W nocy obudził mnie hałas. Szybko się podniosłam i ujżałam męską postać. "No nie, znowu". Ta myśl cały czas chodziła mi po głowie. Oczywiście to była najbardziej znienawidzona osoba w moim życiu. Mój ojciec. Usiadł na łóżku i złapał mnie za nogę. Na sam jego dotyk mnie obrzydzało. 
-Przestań. Ja już tak nie chce.-mówiam powstrzymując płacz.
-Zamknij się! To dlatego, że dzisiaj mi zwiałaś, więc teraz siedź cicho i pozwól mi działać.
-Ale szybko. Chcę mieć już to z głowy.-wybuchłam płaczem. Jego obleśne ręce błądziły po moim ciele. Gdy te męczarnie się skończyły, poszłam do mojej szafki i chciałam wyjąć żyletki, lecz przypomniało mi się, że Dylan je ma. -Aaaa, Kurwaaa, ide się zabić!!-upadłam na ziemię i zaczęłam płakać. Przypomniało mi się, że mam golarkę. Pobiegłam do łazienki i rozwaliłam ją na części. Z moich palców sączyła się krew. Zrobiłam kilka głębokich ran na przedramieniu. Usnęłam w takiej pozycji. Rano obudził mnie Dylan, który przyszedł po mnie, zresztą jak zawsze to robi. 
-Ja pierdole. Lexi, Lexi obudź się.-mówił zachrypniętym głosem, lekko trzymając mnie za ramię. 
-Co? Już rano?-zdziwiłam się, bo myślałam, że położyłam się zaledwie godzinę temu.
-No nie, znowu to zrobiłaś?-zapytał załamany.
-Dylan, ja musiałam, ja już nie wytrzymuje. Nie daję rady.-mówiłam cały czas leżąc. On wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Letnią wodą obmył delikatnie rany i zabandażował je. Ponownie zabrał mi żyletki.
-Dziękuję, jesteś kochany.-przytuliłam się do niego, a on odwzajemnił gest.
-Kocham Cię.-powiedział lekkim szeptem.
-Słucham?-zapytałam nie dowierzając co właśnie powiedział Dylan.
-Ładna pogoda.- powiedział zawstydzony.
-Ja też cię kocham.-odwzajemniłam jego uczucia. Wstałam i zaczęłam się szykować do szkoły.
-Ejej, gdzie się wybierasz?
-No do szkoły.
-Dobrze, pójdę uszykować Ci śniadanie.
-Okejj.-zaczęłam się szykować. Poszłam do łazienki i wykonałam wszystkie poranne czynności. Następnie ubrałam się we wcześniej przygotowane ubranie. Podeszłam do lusterka i szybko pomalowałam oczy i nalożyłam trochę fluidu na wory pod oczami. Wzięłam torbę i poszłam do kuchni. Gdy już miałam schodzić po schodach poczułam ostry ból w podbrzuszu. -Cholera-cicho zaklnęłam pod nosem, zresztą zawsze tak mam jak mój ojciec przychodzi do mnie. Próbowałam nie zwracać na to uwagi. 
-Już jestem.-uśmiechnęłam się do Dylana, siedzącego przy stole.
-Widzę, a teraz pośpiesz się, bo nie zdążymy do szkoły. Szybko usiadłam na krześle i zaczęłam pałaszować pyszne śniadanko, które przygotował mi Dylan. Gdy skończyliśmy, poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szkoły. Uśmiech zszedł mi z twarzy. 
-Ojj, nie smutaj, jeszcze tylko 7 godzin i koniec męczarni.-próbował mnie pocieszyć.
-Tak, tylko 7 godzin w jednej klasie razem z nim.-wskazałam na Biebera, próbującego flirtować z jakąś laską. 
-Nie przejmuj się nim.-przytulił mnie do siebie.
-Postaram się.-również się w niego wtuliłam. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Wf, nie lubię wfu, to najgorszy przedmiot na świecie. Graliśmy w siatkówkę, jakoś przeżyje, dobrze, że nie w kosza. Niestety byłam z Justinem w drużynie. Była moja zagrywka, lecz ja nie umiałam w to grać, więc spróbowałam i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam męski głos. Z niechęcią otworzyłam oczy bo dokładnie wiedziałam co się stało. Zaserwowałam Bieberowi piłką w głowę. Lekko się uśmiechnęłam, że to akurat padło na niego, lecz to zaraz minęło. 
-I z czego się cieszysz?-zapytał złowrogim głosem. Ja nic nie odpowiedziałam.
-O a teraz to cicho będziesz?-przestraszyłam się, bo wiedziałam, że on jest zdolny do wszystkiego. Podbiegł do mnie Dylan i przytulił, a Justin odszedł bez słowa.
-Boję się. Strasznie się boję, on jest zdolny do wszystkiego.-mówiłam szeptem, powstrzymując płacz.
-Nie martw się, nic Ci się nie stanie.-pokiwałam głową i poszłam do szatni, a reszta dalej grała. Przebrałam się i gdy zadzwonił dzwonek, wyszłam z szatni i kierowałam się na angielski. Zasmuciłam się, bo Dylan jest w innej grupie. Weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce. Po 10 minutach wszedł mój wróg numer 1 (czyt. Justin). Pewnie się bzykał z jakąś pustą lalą w kiblu. Przejechał oczami po klasie szukając wolnego miejsca i zauważył, że siedzę sama. Z wrednym uśmieszkiem spojżał na mnie i zaczął się kierować do mojej ławki. Jedyne co mi przyszło do głowy to "O mój boże" Zajął miejsce koło mnie, a ja udając że mnie to nie obchodzi nawet na niego nie zwróciłam uwagi. Tak na prawdę to wszystko we mnie pulsowało. Zaskakujące było to, że przez całą lekcję nic, się nie odezwał. Na następnej lekcji stało się coś najgorszego. Pani Wood (pani od matmy) udzieliła mnie jako korepetytorke dla Justina. Błagałam ją o zmiane na kogoś innego, ale była nieugięta. Na następnych lekcjach byłam myślami gdzieś indziej. Rozmyślałam nad tym, jak uniknąć tych korepetycji. O mój boże. Do głowy przyszła mi  myśl o moim ojcu. Przeciesz jak on sie dowie to rozpowie całej szkole. No nie, ja sie zabije. Po szkole pożegnałam się z Dylanem i poszłam do domu. Moja mama była... szczęśliwa? Jejku, nigdy nie widziałam jej szczęśliwej. 
-Co się stało?-zapytałam mamy całej w skowronkach.
-Nie uwierzysz. Twój ojciec się wyprowadził. Powiedziałam mu, że jak on się nie wyprowadzi, to w tej chwili dzwonię na policję i wszystko im mówię. Chciał mnie wtedy uderzyć, ale szybko wzięłam telefon do ręki i postraszyłam go. I udało mi się.
-Naprawdę? Jestem z ciebie taka dumna. Naprawdę-mocno się w nią wtuliłam. Teraz moje życie będzie o powołę lepsze. Jeszcze został ten pieprzony dupek Bieber.

wtorek, 14 października 2014

1 Next hopeless day...

Kolejny głupi dzień. Kolejna nieprzespana noc. Kolejne rany na moim ciele. Kolejny raz bolące podbrzusze. A to wszystko przez mojego tatę. Od dawna mnie wykorzystywał, tak jak mamę. Ona bała się mu sprzeciwić, bo wiedziała, że to skończyłoby 
się siniakami. Zaczęłam się szykować do szkoły. Po 5 minutach byłam na miejscu. Nikogo tam nie znałam i z nikim się nie odzywałam oprócz Dylana. On był moim najlepszym przyjacielem, tak jakby bratem. Był ze mną od zawsze. Dylan wiedział o mnie i moim ojcu. Dzisiaj nie było go w szkole. Chodził tam jeszcze taki Justin Bieber. Cały czas się ze mnie nabijał i on też przyczyniał się do powstawania blizn. Dylan wiedział o tym że się tne. Gdy przekroczyłam próg szkoły, od razu rozbolała mnie głowa, czyli tak jak zawsze. Pierwsza była matematyka. Lubię ten przedmiot i jestem w nim całkiem dobra. Siedzę z Dylanem, którego dzisiaj nie ma. Pani oddawała testy.
-Emma 2.
-Dallas 3.
-Henderson 4.
-Lexi 5.
-Bieber 1.
-Zajebiiście.-krzyknął z sarkazmem.
-Jak tak dalej pójdzie to nie zdasz, musisz sobie znaleść korepetytora.
-Haha jeszcze czego.-zaśmiał się pod nosem, lecz pani tego nie usłyszała. Powpisywała oceny wszystkim uczniom do dziennika.
Zadzwonił dzwonek. -Nareszcie.-powiedziałam pod nosem. Teraz historia. Jak ja nieznosze historii. Szłam przez korytarz ze spuszczoną głową i na kogoś wpadłam. To był Justin. -Cholera.-zaklnęłam pod nosem.
-Proszę proszę, patrzcie kto tu idzie. To nasza kujonka. A może udzieliłabyś mi korepetycji?
-Odwal się ode mnie.-mówiłam do niego dalej ze spuszczoną głową.
-Oo jaka pyskata. 
-Zostaw mnie.-próbowałam się bronić, lecz to nic nie dało.
-Słuchaj,-nie zdążył dokończyć bo zadzwonił dzwonek, a ja szybko pobiegłam pod klasę.
*Po lekcjach*
Poszłam do szatni się przebierać i miałąm już wychodzić, gdy do szatni wszedł Bieber. Czy ja jestem na niego skazana?!
-Ooo, to ta która mi zwiała, tak?.-zadrwił. Nic się nie odezwałam
-No powiedz coś, a może się boisz?
-Mam się bać kogoś kogo bawi czyjeś nieszczęście?-zaraz tego pożałowałam bo strzelił mi z liścia w lewy policzek. Uderzył mnie tak mocno, że wylądowałam na ziemi.
-Wow, nieźle, damski bokser się znalazł.-zadrwiłam z niego, lecz tak jak wcześniej wymierzył mi kolejny cios w polik. Ponownie dzisiejszego dnia znalazłam się na ziemi. Powoli podniosłam się.
-Czy ty jesteś nadpobudliwy?!-zapytałam przez łzy. Bieber przycisnął mnie do ściany i złapał za szyję.
-Jeśli komuś o tym piśniesz, to skończy się dla ciebie o wiele wiele gorzej. Zrozumiałaś?-niemrawo pokiwałam głową i wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam ze szkoły płacząc i trzymając się za lewy policzek. Wróciłam i ujrzałam moją mamę leżącą na ziemi i chowając głowę między nogami a nad nią ojca.
-C..co ty robisz?!-zaczęłam się drzeć na niego.
-Czego się drzesz mała suko. To wina tej szmaty, bo nie chciała przespać się ze mną.-jak on może tak mówić?!
-Czy ciebie już do końca pogięło? Jak ty w ogóle możesz tak mówić?! Bijesz ją bo co? Bo nie chciała ci dać dupy?-wrzeszczałam 
najgłośniej jak mogłam, lecz on nic sobie z tego nie robił.
-A propo dawania dupy. Skoro twoja matka mi nie chce jej dać, to ty musisz uszczęśliwić swojego ojca. No chodź na górę.
-Nie! Nie pójdę. Jeśli chcesz dziwki to idź na ulicę, tam jest ich pełno, ale od nas masz się odczepić! Bo jak nie to...
Bo jak nie to co?-przerwał mi a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć więc blefowałam.
-To yy ja y zadzwonię na policję!
-Haha na policję? A co oni mi zrobią, przecierz na mnie nie doniesiesz, nie masz tyle odwagi, a tym bardziej twoja matka.- cały czas z nas drwił. Ja pobiegłam do pokoju i zamknęłam je szybko na klucz. W mgnieniu oka weszłam do łazienki i je także zamknęłam na klucz. Wyjęłam swój telefon i zadzwoniłam po Dylana. Był po kilku minutach.
-Co się stało mała?-usiadł pod ścianą obok mnie, a ja w momencie położyłam głowę na jego nogach i wybuchłam płaczem.
-Ja, ja już nie wytrzymuje.-mówiłam co drugie słowo szlochając. 
-Nie wiem co mam ze sobą zrobić, może jak się zabiję to będzie o jeden problem mniej na świecie, nie mam dla kogo żyć.-kontynuowałam
-Nie mów tak! Masz dla kogo żyć, ja się nie liczę?-zapytał ze łzami w oczach.
-Liczysz się, oczywiście, że się liczysz.-wstałam i podeszłam to umywalki, i wyjęłam z szuflady żyletkę. Usiadłam na przeciw Dylana i miałam już okaleczać moje ręce gdy...
-Stop! Wiem, że to robisz, ale nie pozwalam Ci pociąć swojego ciała już nigdy więcej!-mówił z dalej załzawionymi oczami. Przejmował się tym, że to robię.
-Ale..
-Żadnego ale! Masz.-podwinął rękaw od swojej bluzy i podał mi swój nadgarstek.
-Po co podałeś mi dłoń?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Masz, tnij, nie chce żebyś się już okaleczała, więc masz moją dłoń.
-Dylan, ja nie mogę ci tego zro...
-Jeśli sobie potrafisz to mi też możesz.-powoli przybliżałam moją rękę z żyletką do jego dłoni. Miałam już przejechać kawałkiem metalu po jego skórze, lecz się powstrzymałam. Schowałam głowę w swoje ręce i powiedziałam...
-Nie mogę, nie potrafię Ci tego zrobić.
-A sobie możesz to robić?-nic nie odpowiedziałam.
-Obiecaj mi, że już nigdy sobie tego nie zrobisz, a jeśli spróbujesz to ja też cię potnę, ok?- pokiwałam twierdząco głową.
-A teraz oddaj mi wszystkie żyletki jakie posiadasz.
-Że co?-spojrzałam na niego pytająco.
-No to co słyszałaś, oddaj mi je, żebym wiedział, ze już tego nie zrobisz.-powoli podniosłam się z miejsca i z niechęcią oddałam Dylanowi wszystkie żyletki jakie posiadałam.
-Wszystkie?-zapytał niedowierzając.
-Tak, wszystkie.
-Ok, więc teraz chodźmy.
-Gdzie?
-Na lody, pizzę, do kina, gdzie chcesz.
-Ok, tylko wezmę pieniądze.-wzięłam to co musiałam i wyszłam z chłopakiem. Dobrze, że tata pojechał do roboty. Czas spędzony z 
Dylanem odciągnął mnie od tej całej sytuacj.
_______
No i jest, pierwszy rozdział. W komentarzach piszcie czy się podobało czy nie. I jeśli ktoś chce być informowany to piszcie do mnie na fb : https://www.facebook.com/madzia.zawadzka.9