czwartek, 23 kwietnia 2015

7 I'm pregnat.


[Lexi's POV]
Wróciłam od Dylana ok. 17. Przywitałam się z mamą i poszłam wziąć relaksu jaja kąpiel w wannie. Gdy rozebrałam się do naga, weszłam do gorącej wody. Jęknęłam cicho, z powodu wysokiej temperatury. Umyłam ciało i włosy. Leżałam tam przez jakieś półtorej godziny. Rozmyślałam nad moją ciążą, nad moją przyszłością, nad tym czy w ogóle będę sobie w stanie wybaczyć tą aborcję. Nie ma innego wyjścia. Gdyby mój ojciec się dowiedział to by zabił i mnie, i dziecko. Wyszłam z wanny o godzinie 19 i przebrałam się w piżamę. Włosy zapięłam w kitkę i poszłam spać. Przez jakiś czas nie mogłam usnąć, ale mi się udało.

[Justin's POV]
O 19:40 zaczął dzwonić mój budzik w telefonie. Po jakichś 5 minutach ogarnąłem po co w ogóle nastawiłem ten alarm. Impreza. Tak. To było coś, czego potrzebowałem. Wziąłem prysznic, tak, znowu prysznic. Nie wiem dlaczego, ale miałem taką tendencję do brania pryszniców. No nieważne. Po odświerzeniu się, ubrałem się a następnie zacząłem układać włosy. Gdy skonczyłem była 20:35. Zadzwoniłem po Chrisa i po 5 minutach był u mnie.
-Trzeba zaszaleć.-na jego twarz wkradł się mały uśmiech. Wyszliśmy na dwór i wsiedliśmy do samochodu. Po nie całych 10 byliśmy na miejscu. Minęliśmy ochroniarzy i uderzyło w nas gorąco dochodzące ze środka. Podeszliśmy do baru i zamówiliśmy po 2 shoty. Jakaś gorąca laska i jej koleżanka podeszła do nas. Miały na imię Lisa i Mia. Lisa zajęła się Chrisem a Mia mną. Usiadła okrakiem na moich nogach i zaczęła całować w szyję. Cicho jęknąłem, a mój koleżka robił się twardy. Ściągnąłem ją i zaciągnąłem do toalety. Z impetem otworzyłem drzwi i podwijałem jej sukienkę do góry. Gdy nasze ubrania leżały na ziemi, zacząłem ostro ją pieprzyć. Głośno krzyczała, na co ja bardziej przyśpieszyłem. Po chwili oboje doszliśmy. Ubrałem się szybciej od niej. Pocałowałem ją w usta i opuściłem WC. Rozglądałem się za Chrisem, lecz nigdzie go nie było. Postanowiłem wkroczyć na parkiet. Tańczyłem w rytm muzyki. Pamiętam jeszcze, że koło 3 nad ranem wróciłem do domu. Nie wiem jak, i nie chciałem wiedzieć. Od razu mój film się urwał i usnąłem.

[Lexi's POV]
Obudziła mnie moja mama, mówiąc, że jedziemy na zakupy. Byłam zaskoczona, bo zazwyczaj sama kupowałam sobie ubrania. Ale chciałam spędzić trochę czasu z nią. Przygotowana zeszłam na dół na śniadanie. Gdy już obie byłyśmy gotowe, wsiadłyśmy do samochodu. Po zaparkowaniu przed 2-piętrową halą, ruszyliśmy w stronę budynku. 
Będąc w jednym ze  sklepów,  doszłam do wniosku, że jednak muszę jej powiedzieć.
-Mamo, możemy porozmawiać?- mój głos drżał coraz bardziej.
-Coś się stało?- widziałam zdziwienie w jej oczach.
-Nie, tylko... Właściwie to tak. Chodźmy do kawiarenki, wszystko ci wytłumaczę. -ona pokiwała głową. Gdzy zajęłyśmy miejsca, złapałam się za brzuch. Probowałam zrobić to tak, aby ona tego nie widziała.
-Mamo, ja nie chciałam, to moja wina. Przepraszam. Ja to usunę.
-Spokojnie, powiedz mi wszystko, nie stresuj się. -Złapała mnie za rękę. Łzy powoli leciały z moich oczu. -Ja, (szloch) Ja jestem w ciąży.- Teraz wszystkie emoje ze mnie wypłynęły, ręce mi się trzęsły, podbrzusze mnie bolało. - Oh, nie martw się. To nie twoja wina. Nie mogę być na ciebie zła. - dosłownie poczułam, jak kamień spada mi z serca. - a z kim jesteś w ciąży? - zaszlochałam na myśl i nim. -Matko Boska. Trzeba mu powiedzieć, musi się dowiedzieć, że znowu zostanie ojcem. Prawie zrzuciłam wazon, który tam stał. -Nie, proszę, nie.bon by mnie zabił. Proszę. - mama troszeczkę się zastanowiła. -Dobrze, ale masz go nie usuwać. Nie pozwolę na to.
-Okej, w porządku. Dziękuję. -przytulilam się do niej. -Chodźmy, kupimy coś.
-----
-Jezu, mamo, wykupiłaś chyba całą galerie.
-No co? Przecież niedługo, ci brzuszek urośnie. -uśmiechnęła się ciepło.
-Dziękuję.
-Powtarzasz się. -pusciła mi oczko. Obie w dobrych humorach wrociłyśmy do domu.
Wzięłam torby z ubraniami i zaniosłam je do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Dylana i umówiłam się z nim za 5 minut u niego.
-Mamo, idę do Dylana, wrócę na obiad.
-Baw się dobrze
- wyszłam i po kilku minutach byłam u Dylana.
-Dzień dobry, jest Dylan?
-Tak, jest u siebie- szybko wbiegłam po schodach.
-Hej-powiedziałam cała w skowronkach.
-Hej, muszę coś powiedzieć.-Spojrzał na mnie tak jakby mnie przepraszał. To co mi powiedział, odmieniła moje życie o 180 stopni.
———
Jest 7. Jak myślicie, co Dylan powie Lexi?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=NOWY ROZDZIAŁ ;)

piątek, 17 kwietnia 2015

6 I need an abortion

[Lexi's POV] 

-Hej, mała, wstawaj. Jest już 12.-obudził mnie zachrypnięty głos Dylana.
-Proszę, jeszcze tylko 10 minut.-błagałam, lecz on mi nie ustąpił i zrzucił mnie z łóżka. Zaczęłam się śmiać. Nagle coś mnie zabolało w brzuchu. Momentalnie się za niego złapałam. 
-Lexi, nic Ci nie jest? Przepraszam, zapomniałem o tym.-posmutniał na myśl o mojej ciąży.
-Nic się nie stało. Na prawdę, nie martw się.- żeby zmienić temat, poszliśmy na śniadanie.
-Masz kawałek bitej śmietany na brodzie- jedliśmy gofry na śniadanie, i prawie tam sikaliśmy ze śmiechu. -Gdzie?-zrobiłam zeza, ale nigdzie nie zauważyłam bitej śmietany. -Tu-po chwili poczułam usta na moim policzku. Przymknęłam oczy pod wpływem jego dotyku, a zwłaszcza jego warg. -Nie. Przestań.- z trudem się powstrzymałam. -Dlaczego. 
-Nie, nie chcę, żebyś mnie w sobie rozkochał. Może się w kimś innym zakochasz, i co ja wtedy zrobię. Nie chcę tak.- mówiłam przez łzy. -Dobrze, nic na siłę. Rozumiem.-podziękowałam mu w myślach, że tego nie ciągnął. Rozłożył ręce i mnie przytulił. Odeszłam od niego i zaciągnęłam go do kuchni do stołu. -A co z tym?-wskazałam na brzuch.
-Lexi, chcesz czy nie chcesz, musisz powiedzieć swojej mamie.-stanowczo zaprzeczyłam.
-Ona nie może się o niczym dowiedzieć. Gdyby się dowiedziała, to by się załamała. 
-No to co zrobimy?-"zrobimy" poczułam ulgę na sercu, że on chce mi pomóc.
-Nie wiem, tabletki, albo...
-O nie. Nie możesz tego zrobić. Nie pozwolę ci na to!
-Nie mam innego wyjścia. Muszę, muszę pójść na aborcję- na to słowo poleciało kilka łez z moich oczu. On nic nie mówił. Nigdy się nie zgadzał z aborcją. Ale nie miałam wyjścia.- Pomożesz mi?
-patrzałam na niego przez wieki a w rzeczywistości przez kilka długich sekund.-Tak, chociaż tego nie popieram, to ci pomogę. -Dziękuję. Chodź popatrzymy gdzie w okolicy można to zrobić.  Po znalezieniu przychodni zadzwoniłam pod podany numer.
-Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do Pani Hanks?
-Dobrze, więc chciałam się zapisać na zabieg aborcyjny. Kiedy? Hm, a jakie są terminy?
-W porządku, niech będzie za tydzień. Dziękuję. Do widzenia. -jejku, ale się stresowałam-No i kiedy masz termin? 
-Za tydzień o 15. Pójdziesz ze mną?
-Oczywiście. Będę Cię wspierał. Zawsze
-Dziękuję

[Justin's POV]
Obudziłem się koło 10. Chris wyszedł jakieś 20 minut po 10. Wziąłem szybki prysznic, coś zjadłem i poszedłem biegać. Po godzinnym wysiłku, ponownie wziąłem prysznic. Z racji, że moi rodzice będą dopiero w poniedziałek, zamówiłem sobie pizzę. W jednej ręce miałem mój posiłek a w drugiej butelkę pepsi. Włączyłem telewizor i zadzwoniłem do Emmy.
-Hej Emma. masz wolną godzinkę?-zapytałem znacząco. 
-Hmmm muszę pomyśleć, chyba godzinka się znajdzie, ale nie dłużej, bo kuzyni przyjeżdżają.
-Okej, będę za 5 minut. Rozłączyłem się i szybko zabrałem kluczyki z haczyka. Odpaliłem samochód i po jakimś czasie, byłem pod domem Emmy. Zapukałem brutalnie do jej drzwi. 
-Nie mogłam się docz...-przerwałem jej i ją pocałowałem a ona w zamian jęknęła mi w usta. Po chwili. Była cała naga. Szybkim ruchem zdjąłem koszulkę a ona zaczęła odpinać moje spodnie. Gdy już leżały na ziemi, założyłem prezerwatywę i wszedłem w nią. Uprawialiśmy seks przez jakieś pół godziny i w tym samym momencie doszliśmy. -Mmm, to było świetne. Ale teraz musisz już iść, chyba że chcesz zostać, i posłuchać jak pierdolą o polityce...-Haha, było miło, ale dzięki, spadam do domu.-Jakbyś chciał wpaść na kolejny to dzwoń. -Kiwnąłem głową na odchodne. Zaparkowałem przed domem. Poczułem ogromną potrzebę skorzystania z toalety. W mgnieniu oka znalazłem się w łazience. Cicho jęknąłem, dając upust moim potrzebom. Umyłem ręce. Była godzina 14.26 Cholernie się nudziłem więc wpadłem na pomysł, aby pójść na jakąś imprezę. Umówiłem się z Chrisem na 21.  Poszedłem spać, ustawiając budzik na 19.40, żeby zdążyć się wyszykować. Zapadłem w głęboki sen.
============
Tak wiem, krótki rozdział, ale nie miałam żadnej weny, ale następny rozdział będzie bardziej dynamiczny. Już mam pomysł. 
Komentujcie, piszcie swoje propozycje.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=NOWY ROZDZIAŁ.

wtorek, 7 kwietnia 2015

5 She must forgive me.

Ten tydzień minął jak zawsze. Budziłam się, szłam do szkoły, Bieber coś tam powiedział, spotykałam się z Dylanem. Ale było coś jeszcze, moje bóle brzucha nie ustępowały, nie mówiąc o wymiotach. Nie mówiłam nic mojej mamie, nie chciałam jej martwić. Wracaliśmy ze szkoły. Daylan zaproponował, abym dzisiaj spała u niego. -Oj no nie wiem. -nie byłam pewna.-Leexii, nie daj się prosić, przecież jest weekend. -nie mogłam mu się sprzeciwić, był taki słodki.-Dobrze, powiem mojej mamie i idziemy do ciebie. -nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zostałam przewieszona przez ramię. Szybko biegnął, a ja podskakiwałam na jego ramieniu. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. -Dylan, puść mnie. Umiem jeszcze sama chodzić. -Ale ty się wleczesz jak mucha w smole. -gdy dobiegł do mojego domu, przeniósł przez próg i postawił w salonie, gdzie moja mama oglądała telewizje.- Mamo, mogę iść do Dylana na noc?-złożyłam ręce jak do modlitwy. -po chwili namysłu się zgodziła. -Dziękuję.-przytuliłam ją. Odsunęłam się od niej, a on znowu wziął mnie na ramie, zaczął kierować się w stronę drzwi. -Poczekaj. Nie wzięłam żadnych ciuchów. -przypominało mi się w ostatniej chwili. -Oh, racja.- zaniósł mnie do mojego pokoju. - Pośpiesz się.- wzięłam mały plecak i się w niego spakowałam. -Gotowa, ale jeśli mnie znowu weźmiesz na ramię, to nigdzie nie idę.- powiedziałam stanowczo. Pokiwał głową. Wziął mój plecak i zaczął iść w stronę schodów. -To my idziemy, paa. - pozegnalismy się z moją mamą - Bawcie się dobrze.- posłała mi ciepły uśmiech. Po kilku minutach byliśmy u Dylana.
-Chcesz cos do picia?- pokiwałam głową-pójdę się przebrać, okej?-on tez pokiwał głową. Poszłam do jego pokoju i założyłam krótkie spodenki i top. Nie wstydziłam się przy nim chodzić w topach, bo on wiedział o moich bliznach. Było bardzo gorąco. Gdy spojrzałam na termometr wiszący na ścianie, wskazywał 30°C. Dołączyłam do Dylana. Wręczył mi pepsi z lodem. -Dziękuję -upiłam duży łyk. Od razu mnie to ochłodziło. -Idziemy do kina? - zapytał. -Okej. - no znowu? Zwymiotiwałam, na szczęście zdążyłam dobiec do łazienki. Dylan przytrzymać mi włosy. Obmyłam twarz zimną wodą, zrobiło mi się lepiej. -Wszystko w porządku? Jeśli chcesz możemy nie iść. -Nie, wszystko w porządku, idziemy.

[Justin's POV]
Wróciłem do domu. Na lodówce zauważyłem karteczkę z napisem " Wrócę w poniedziałek, zostawiłam ci pieniądze. Możesz zamówić pizzę, zaprosić znajomych, ale dom ma być cały! Buźki. Mama i Tata. :)". Lepiej być nie mogło. Zadzwoniłem do Christiana.
-Halo?
-Chris, dom wolny, nie ma rodziców do poniedziałku, wbijaj.
-Em, Okej, będę za 20 minut.
-Okej.
Rozłączyłem się, ogarnąłem z grubsza swój pokój,  i się przebrałem, było w chuj gorąco. Ktoś zadzwonił dzwonkiem, pobiegłem otworzyć drzwi. Zobaczem Chrisa.
-Siema.
-Cześć.- przybiliśmy piątke - Stary, idziemy do kina. Grają jakiś zajebisty horror.
-Spoko, o której?
-Za jakieś pół godziny.- napiliśmy się po piwie, i zaczęliśmy iść do kina. Gdy weszliśmy, zauważyłem Lexi. Miałem coś jej powiedzieć, ale Chris mnie powstrzymał. Posłuchałem go. Kupilismy bilety i weszliśmy na salę. Były tylko cztery miejsca. W myślach modliłem się aby nie usiadła koło mnie. Na szczęście, Chris usiadł obok Lexi. Uff "dzięki stary" szepnąłem do niego, a on kiwnął głową. Po jakimś czasie, przypominało mi się o jej bliznach. Delikatnie zerknąłem w stronę Lexi. Miała bluzkę ¾ i bluzę Dylana. Zdziwiłem się, że nie miała bandaży. Rękaw od bluzy miała trochę podwiniętym i wtedy mnie zamurowało. Te blizny, które wtedy widziałem, to nic w porównaniu z tymi. Na tle innych, górowały trzy wielkie, szerokie i głębokie krechy. Dam sobie głowę uciąć, że, gdy to robiła, doszła do kości. Patrzałem w nie i nie mogłem oderwać wzroku. Dopiero gdy film się skończył, i zapalili światła przestałem się gapić.

[Lexi's POV]
Gdy wróciliśmy do domu, znowu mnie wzięło na wymioty. -Lexi, kiedy ostatnio miałaś okres?
-Czemu pytasz?
-Po prostu mi powiedz.
-Półtora miesi...-zdałam sobie sprawę do czego on zmierza.
-O nie, to nie możliwe.-nie dałam sobie tego wmówić, lecz wszystko składało się do kupy. Brak okresu, wymioty, bule brzucha. Wpadłam w histerię.-Ale ja nie mogę, nie teraz, ja mam dopiero 16 lat.- Opadłam na ziemię, a ktoś obok mnie usiadł.-Nie martw się Lexi, nic jeszcze nie jest pewne. Chodź, kupię ci test.-pocałował mnie w czoło, i powoli podniósł. Ubraliśmy buty i poszliśmy kupić ten test.
-Dwie kreski, cholerne dwie kreski. Już 3 raz z rzędu. Jestem udupiona.- Mocno się w niego wtuliłam, a on głaskał mnie po plecach. Trwaliśmy w przyjemnej ciszy. W końcu usnęliśmy. Spałam z Dylanem, bo wiedziałam, że do niczego nie dojdzie.

[Justin's POV]
Wróciliśmy do domu i przygotowaliśmy jakieś przekąski, wzięliśmy coś do picia, i poszlismy do mojego pokoju.
-Ej, Justin, co się dzieje? -Chris wyrwał mnie z zamyśleń o Lexi.
-Co? Sorry, zamyśliłem się.
-Właśnie. Nad czym tak myślałeś.
-To nic ważnego.
-Jakby to nie było nic ważnego, to nie wysypał byś popcornu.-spojrzałem na miskę i rzeczywiście był rozsypany.-Cholera.-ogarnąłem to szybko i wróciłem do Chrisa.
-Powiesz mi?- nie mogłem tego przed nim ukrywać, w końcu był dla mnie jak brat. -Okej, kojażysz Lexi?-pokiwał głową i dał mi znak, abym kontynuował - więc kiedy byłem u niej na korepetycjach, potknęła się i uderzyła nosem o biurko. Myślałem, że za chwilę wstanie, ale ona nie robiła tego od kilku minut, więc próbowałem ją jakoś ocucić, ale ona nic. No to wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łazienki, dopiero tam zauważyłem, że z nosa leciała jej bordowa krew, i że miała ją na bluzie  i na dłoniach. Zdjąłem jej tą bluzę i zobaczyłem bandaże na ręcach. Pierwsze co pomyślałem, to to, że mogła je nadwyrężyć, lecz po chwili doszedłem do wniosku, że z niej taki sportowiec, jak ze mnie matematyk. Postanowiłem zajrzeć pod te bandaże, ale ona się obudziła. Zacytuję ci naszą rozmowę.
"Co ty robisz?!"
"Ee... y.. ja... y... nic"
"Ałaa. Mój nos"
"Szłaś po zeszyty do biurka, potknęłaś się o krzesło, którego nie zauważyłaś, i wyjebałaś o biurko. Pociekła ci krew, więc obmyłem ci twarz zimną wodą. Ale zrobiłem to tylko dlatego, żebyś nie pomyślała, że cię pobiłem"
"Czyli jak zawsze"
"Co ty kurwa powiedziałaś?"
"To co zawsze, już mam dosyć ulegania tobie. Myślisz, że co, że jesteś taki super, jak  pobijesz słabszego, a zwłaszcza dziewczynę, i nikomu nie powiesz? Wcale nie, nie jesteś. A i jeszcze Emma, ta szkolna dziwka jest tak rozjechana, że arbuz by się tam zmieścił, a ty tyle razy ją bzykałeś, że nawet nie jesteś pewny, czy jakiegoś HIV'a nie masz. Taak, jesteś taki zajebisty, pogratulować. A teraz weź wypierdalaj, nie mam ochoty na ciebie patrzeć"była cała czerwona ze złości, a łzy leciały po jej policzkach. Lekko mnie popchnęła za drzwi, które nadal były uchylone. Opadła powoli na ziemię i zaczęła szlochać. Zza ściany wpatrywałem się w nią, ciekawy co zrobi. Po chwili wstała, podeszła do szafki pod umywalką, i wyjęła z niej żyletkę. Znowu opadła na ziemię i odwinęła bandaże. Byłem w szoku. Było tam w chuj dużo ran. Każda była długa, i strasznie głęboka. Ona zamknęła oczy i robiła kolejne rany. Nie mogłem na to patrzeć. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Po prostu wyszedłem. Cały czas mam poczucie winy i nie wiem co z tym zrobić.- opuściłem głowę.
- Wow, nie wiem co powiedzieć, ale musisz wiedzieć jedną rzecz. Jej ojciec... On ją gwałci. Robi to wbrew jej woli. Robi z nią to, kiedy mu się zachce, a ona nie ma nic do gadania.- zatkało mnie. Jej własny ojciec ją gwałcił. Jakim chujem trzeba być, żeby zrobić to własnej córce. Chociaż ja jestem nie lepszy. Jeszcze bardziej uprzykrzałem jej życie. Musiałem przestać. Musiałem się ogarnąć. Musiałem ją przeprosić, wiedziałem, że mi nie wybaczy, ale miałem taką nadzieje. Choćby nawet za 20 lat, ona musi mi wybaczyć.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

4 I'm a gay

POV Lexi]
Po mojej męczarni z Justinem, ponownie ukryłam moje rany. Odrobiłam lekcje i spakowałam potrzebne książki i zeszyty do plecaka. Była 16:45. Do głowy przyszło mi, że właśnie w tej chwili Dylan szykuje się do Emmy. Łzy naszły mi do oczu na samą myśl o tym. Z racji tego, że moja mama, wróci dopiero jutro, przygotowałam gofry. O tak. Gofry, to to, czego potrzebowałam. Nałożywał dużą warstwę bitej śmietany, a na to owoce. Rozkoszowałam się każdym kęsm. Umyłam talerz i ubrałam się w tenisówki i ramoneskę. Wyszłam na miasto, kupić potrzebne rzeczy na plastykę. A mianowicie to klej. Tak. Musiałam iść po klej, ale szczerze to nie chciało mi się. Mieszkałam niedaleko centrum, więc szybko mi to zeszło. Byłam jakieś 5-6 metrów od mojego podwórka. Nagle ktoś mocno mnie szarpną za włosy. Odwróciłam się i zobaczyłam jego. Mojego ojca. 
-Myślisz, że tak łatwo ci odpuszczę? Może i pozbyłyście się mnie z domu, ale nie z waszego życia. 
-Zostaw nas. - dosłownie, łzy ciekły mi z oczu jak z wodospadu. On się sucho zaśmiał i pociągnął mnie do lasu, który rósł, niedaleko mojego domu. I tam to zrobił, ponownie. Czułam się jak brudna szmata. Bezużyteczna. Kiedy zakładał spodnie, coś tam mamrotał pod nosem. A ja nic nie robiłam. Po prostu leżałam, i płakałam. Nie zważałam na to, że mnie nie ma w domu. Oficjalnie miałam wszystko w dupie. Chciałam tylko umrzeć. Robiło się ciemno. W końcu ujżałam księżyc. Patrzałam na księżyc, jak zahipnotyzowana. Nie wiedząc kiedy, usnęłam. 
 [POV Justin]
Obudziłem się około 20. Spojrzałem na telefon. Żadnych wiadomości, ani nic. Spakowałem kilka zeszytów, i wziąłem długi prysznic. Rozmyślałem cały czas o Lexi i o tym, czemu sobie to robiła. W końcu doszedłem do wniosku, że to może być przeze mnie. Ale, jak. Jaką odwagę trzeba mieć, żeby się ciąć. Widziałem jej rany, i to nie były byle jakie rany. Może robiła to celowo, lub nie, ale mało brakuje, aby podcięła sobie żyły. Nigdy nie czułem, takiego poczucia winy. Cholera. Muszę się ograniczyć z uprzykrzaniem jej życia. Po moich refleksjach, ubrałem się i coś zjadłem. Rzuciłem się na łóżko i momentalnie usnąłem.
 [POV Lexi] 
Czułam jak ktoś mnie niesie. Moje oczy spotkały Dylana, ze łzami w oczach. Zaczęłam się szarpać, czego od razu pożałowałam. 
-Spokojnie, nie skrzywdzę Cię tak jak on. - lekko się uspokoiłam, bo wiedziałam, że on nie byłby w stanie mi czegoś takiego zrobić. Owinęłam ręce wokół jego szyi, by ułatwić mu drogę. Jego uścisk lekko się rozluźnił. Zaciągnęłam się jego zapachem, a ciś w moim sercu pękło. Pojedyncze łzy ciekły mi po policzkach. Gdy doszliśmy do wejścia do mojego domu, Dylan, delikatnie mnie postawił na ziemię, bym mogła, otworzyć drzwi. Wpuściłam go do środka, lecz sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Szybko pobiegłam do mojego pokoju i z płaczem rzuciłam się na łóżko. Poczułam jak ktoś siada koło mnie, i głaszcze mnie po plecach. Zrzuciłam jego rękę z siebie, i z obrzydzeniem na niego spojrzałam. Wyszeptałam do niego tylko ciche "Dlaczego". On spojrzał na mnie z bólem w oczach. 
-Lexi... Emma kłamała. Ja nigdy w życiu bym z nią tego nie zrobił. Przysięgam. Słyszałem nawet, jak się chwaliła Bieberowi, wykonaniem zadania.-nic nie mówiłam. Po prostu go słuchałam i przetwarzałam, to co do mnie mówił. -Naprawdę. Przysięgam. Proszę. Musisz mi uwieżyć.-. Nic nie mówiłam. Patrzałam na niego a on stracony, zaczął kierować się do drzwi. 
-Zaczekaj.-zaszlochałam.
-Nie odchodź, wierzę ci.- wstałam z łóżka i podbiegłam do niego. Przytuliłam się mocno, a nogi owinęłam, wokół jego bioder. Wyszeptał w moje włosy ciche "dziękuję". W takiej pozycji poszliśmy na łóżko. Leżeliśmy, i nic nie mowiliśmy.
-Co się stało?-Dylan odezwał się po jakimś czasie.
-Co?
-No czemu byłaś w lesie cała zapłakana.
-Oh. No więc szłam po klej, gdy już wróciłam, byłam jakieś 5 metrów od domu, i nagle ktośmnie za włosy pociągnął. I zobaczyłam mojego ojca. Mówił coś o tym, że się go tak łatwo nie pozbędziemy. I wtedy to zrobił. -Zaczęła m znowu płakać.
-Ćśśś. Nie płacz, wszytk- nie zdążył dokończyć, ponieważ szybko wyrwałam się z jego uścisku. Pobiegłam do łazienki. Zaczęłam wymiotiwać. Nie wiem dlaczego. Może ze stresu. Obmyłam twarz zimną wodą. Poczułam się trochę lepiej.
-Co się stało? Wszystko w porządku?- pokiwałam głową.
-Po prostu źle się poczułam. Chodź.-wyciągnęłam rękę w jego stronę. -No chodź, zrobimy coś do jedzenia. Umieram z głodu.- uśmiechnęłam się, a mój bfam* dołączył do mnie.
_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
- Te naleśniki są na prawdę pyszne.
-Dziękuję. O mój boże.-zakryłam usta dłonią i biegłam w stronę łazienki. Znów zwymiotowałam. Usiadłam na płytkach, rozmyślając jednocześnie czym to może być spowodowane. Nic nie przychodziło mi do głowy. Wróciłam do Dylana.
-Przepraszam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam chyba jakiś słaby dzień.-na prawdę nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
-Nie martw się, wyzdrowiejesz.-uspokajał mnie, głaszcząc jedną ręką po plecach.
-I jest jeszcze jedna ważna sprawa. Bardzo delikatna.-skrzywił się, a ja nie wiedziałam o co mu może chodzić.- No powiedz, nie wstydź się.-zapewniałam -Ale nie będziesz na mnie zła, i nie zrobisz tego ponownie?-spytał wystraszony, a ja pokiwałam głową. -Więc, no, ten, hmm, jakby co to powiedzieć. No, yy, ja jestem ten, no... gejem.-gdy wypowiedział ostatnie słowo, poczułam ścisk w mojej klatce piersiowej, kilka łez popłynęło z moich oczu. -Jesteś gejem? Od kiedy? -mówiłam przez łzy. -Lexi ja... nie wiem. Kiedy mówiłem, że cie kocham, nie kłamałem. Na prawdę cie kocham, możemy się przytulać, całować, zawsze będę cie kochał, i mam tak tylko z tobą. Żadna inna dziewczyna nie sprawiła żebym pokochał ją tak jak ciebie. Jestem gejem, ale ty jesteś wyjątkiem. -nie wiedziałam co powiedzieć. Ucisk się trochę rolzuźnił. -Ja nie wiem co powiedzieć. Nie byłam na coś takiego przygotowana. Ja nie wi- nie zdążyłam dokończyć, bo przerwał mi przytulając mnie. Odezajemniłam to, mocno się zaciągnęłam jego zapachem.-Nie jestem zła.-powiedziałam szczerze.
-Dziękuję.
-Chcę tylko żebyś był szczęśliwy.

======
*bfam = brother from another mother