POV Lexi]
Po mojej męczarni z Justinem, ponownie ukryłam moje rany. Odrobiłam lekcje i spakowałam potrzebne książki i zeszyty do plecaka. Była 16:45. Do głowy przyszło mi, że właśnie w tej chwili Dylan szykuje się do Emmy. Łzy naszły mi do oczu na samą myśl o tym. Z racji tego, że moja mama, wróci dopiero jutro, przygotowałam gofry. O tak. Gofry, to to, czego potrzebowałam. Nałożywał dużą warstwę bitej śmietany, a na to owoce. Rozkoszowałam się każdym kęsm. Umyłam talerz i ubrałam się w tenisówki i ramoneskę. Wyszłam na miasto, kupić potrzebne rzeczy na plastykę. A mianowicie to klej. Tak. Musiałam iść po klej, ale szczerze to nie chciało mi się. Mieszkałam niedaleko centrum, więc szybko mi to zeszło. Byłam jakieś 5-6 metrów od mojego podwórka. Nagle ktoś mocno mnie szarpną za włosy. Odwróciłam się i zobaczyłam jego. Mojego ojca.
-Myślisz, że tak łatwo ci odpuszczę? Może i pozbyłyście się mnie z domu, ale nie z waszego życia.
-Zostaw nas. - dosłownie, łzy ciekły mi z oczu jak z wodospadu. On się sucho zaśmiał i pociągnął mnie do lasu, który rósł, niedaleko mojego domu. I tam to zrobił, ponownie. Czułam się jak brudna szmata. Bezużyteczna. Kiedy zakładał spodnie, coś tam mamrotał pod nosem. A ja nic nie robiłam. Po prostu leżałam, i płakałam. Nie zważałam na to, że mnie nie ma w domu. Oficjalnie miałam wszystko w dupie. Chciałam tylko umrzeć. Robiło się ciemno. W końcu ujżałam księżyc. Patrzałam na księżyc, jak zahipnotyzowana. Nie wiedząc kiedy, usnęłam.
[POV Justin]
Obudziłem się około 20. Spojrzałem na telefon. Żadnych wiadomości, ani nic. Spakowałem kilka zeszytów, i wziąłem długi prysznic. Rozmyślałem cały czas o Lexi i o tym, czemu sobie to robiła. W końcu doszedłem do wniosku, że to może być przeze mnie. Ale, jak. Jaką odwagę trzeba mieć, żeby się ciąć. Widziałem jej rany, i to nie były byle jakie rany. Może robiła to celowo, lub nie, ale mało brakuje, aby podcięła sobie żyły. Nigdy nie czułem, takiego poczucia winy. Cholera. Muszę się ograniczyć z uprzykrzaniem jej życia. Po moich refleksjach, ubrałem się i coś zjadłem. Rzuciłem się na łóżko i momentalnie usnąłem.
[POV Lexi]
Czułam jak ktoś mnie niesie. Moje oczy spotkały Dylana, ze łzami w oczach. Zaczęłam się szarpać, czego od razu pożałowałam.
-Spokojnie, nie skrzywdzę Cię tak jak on. - lekko się uspokoiłam, bo wiedziałam, że on nie byłby w stanie mi czegoś takiego zrobić. Owinęłam ręce wokół jego szyi, by ułatwić mu drogę. Jego uścisk lekko się rozluźnił. Zaciągnęłam się jego zapachem, a ciś w moim sercu pękło. Pojedyncze łzy ciekły mi po policzkach. Gdy doszliśmy do wejścia do mojego domu, Dylan, delikatnie mnie postawił na ziemię, bym mogła, otworzyć drzwi. Wpuściłam go do środka, lecz sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Szybko pobiegłam do mojego pokoju i z płaczem rzuciłam się na łóżko. Poczułam jak ktoś siada koło mnie, i głaszcze mnie po plecach. Zrzuciłam jego rękę z siebie, i z obrzydzeniem na niego spojrzałam. Wyszeptałam do niego tylko ciche "Dlaczego". On spojrzał na mnie z bólem w oczach.
-Lexi... Emma kłamała. Ja nigdy w życiu bym z nią tego nie zrobił. Przysięgam. Słyszałem nawet, jak się chwaliła Bieberowi, wykonaniem zadania.-nic nie mówiłam. Po prostu go słuchałam i przetwarzałam, to co do mnie mówił. -Naprawdę. Przysięgam. Proszę. Musisz mi uwieżyć.-. Nic nie mówiłam. Patrzałam na niego a on stracony, zaczął kierować się do drzwi.
-Zaczekaj.-zaszlochałam.
-Nie odchodź, wierzę ci.- wstałam z łóżka i podbiegłam do niego. Przytuliłam się mocno, a nogi owinęłam, wokół jego bioder. Wyszeptał w moje włosy ciche "dziękuję". W takiej pozycji poszliśmy na łóżko. Leżeliśmy, i nic nie mowiliśmy.
-Co się stało?-Dylan odezwał się po jakimś czasie.
-Co?
-No czemu byłaś w lesie cała zapłakana.
-Oh. No więc szłam po klej, gdy już wróciłam, byłam jakieś 5 metrów od domu, i nagle ktośmnie za włosy pociągnął. I zobaczyłam mojego ojca. Mówił coś o tym, że się go tak łatwo nie pozbędziemy. I wtedy to zrobił. -Zaczęła m znowu płakać.
-Ćśśś. Nie płacz, wszytk- nie zdążył dokończyć, ponieważ szybko wyrwałam się z jego uścisku. Pobiegłam do łazienki. Zaczęłam wymiotiwać. Nie wiem dlaczego. Może ze stresu. Obmyłam twarz zimną wodą. Poczułam się trochę lepiej.
-Co się stało? Wszystko w porządku?- pokiwałam głową.
-Po prostu źle się poczułam. Chodź.-wyciągnęłam rękę w jego stronę. -No chodź, zrobimy coś do jedzenia. Umieram z głodu.- uśmiechnęłam się, a mój bfam* dołączył do mnie.
_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
- Te naleśniki są na prawdę pyszne.
-Dziękuję. O mój boże.-zakryłam usta dłonią i biegłam w stronę łazienki. Znów zwymiotowałam. Usiadłam na płytkach, rozmyślając jednocześnie czym to może być spowodowane. Nic nie przychodziło mi do głowy. Wróciłam do Dylana.
-Przepraszam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam chyba jakiś słaby dzień.-na prawdę nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
-Nie martw się, wyzdrowiejesz.-uspokajał mnie, głaszcząc jedną ręką po plecach.
-I jest jeszcze jedna ważna sprawa. Bardzo delikatna.-skrzywił się, a ja nie wiedziałam o co mu może chodzić.- No powiedz, nie wstydź się.-zapewniałam -Ale nie będziesz na mnie zła, i nie zrobisz tego ponownie?-spytał wystraszony, a ja pokiwałam głową. -Więc, no, ten, hmm, jakby co to powiedzieć. No, yy, ja jestem ten, no... gejem.-gdy wypowiedział ostatnie słowo, poczułam ścisk w mojej klatce piersiowej, kilka łez popłynęło z moich oczu. -Jesteś gejem? Od kiedy? -mówiłam przez łzy. -Lexi ja... nie wiem. Kiedy mówiłem, że cie kocham, nie kłamałem. Na prawdę cie kocham, możemy się przytulać, całować, zawsze będę cie kochał, i mam tak tylko z tobą. Żadna inna dziewczyna nie sprawiła żebym pokochał ją tak jak ciebie. Jestem gejem, ale ty jesteś wyjątkiem. -nie wiedziałam co powiedzieć. Ucisk się trochę rolzuźnił. -Ja nie wiem co powiedzieć. Nie byłam na coś takiego przygotowana. Ja nie wi- nie zdążyłam dokończyć, bo przerwał mi przytulając mnie. Odezajemniłam to, mocno się zaciągnęłam jego zapachem.-Nie jestem zła.-powiedziałam szczerze.
-Dziękuję.
-Chcę tylko żebyś był szczęśliwy.
======
*bfam = brother from another mother
-Co się stało?-Dylan odezwał się po jakimś czasie.
-Co?
-No czemu byłaś w lesie cała zapłakana.
-Oh. No więc szłam po klej, gdy już wróciłam, byłam jakieś 5 metrów od domu, i nagle ktośmnie za włosy pociągnął. I zobaczyłam mojego ojca. Mówił coś o tym, że się go tak łatwo nie pozbędziemy. I wtedy to zrobił. -Zaczęła m znowu płakać.
-Ćśśś. Nie płacz, wszytk- nie zdążył dokończyć, ponieważ szybko wyrwałam się z jego uścisku. Pobiegłam do łazienki. Zaczęłam wymiotiwać. Nie wiem dlaczego. Może ze stresu. Obmyłam twarz zimną wodą. Poczułam się trochę lepiej.
-Co się stało? Wszystko w porządku?- pokiwałam głową.
-Po prostu źle się poczułam. Chodź.-wyciągnęłam rękę w jego stronę. -No chodź, zrobimy coś do jedzenia. Umieram z głodu.- uśmiechnęłam się, a mój bfam* dołączył do mnie.
_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
- Te naleśniki są na prawdę pyszne.
-Dziękuję. O mój boże.-zakryłam usta dłonią i biegłam w stronę łazienki. Znów zwymiotowałam. Usiadłam na płytkach, rozmyślając jednocześnie czym to może być spowodowane. Nic nie przychodziło mi do głowy. Wróciłam do Dylana.
-Przepraszam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam chyba jakiś słaby dzień.-na prawdę nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
-Nie martw się, wyzdrowiejesz.-uspokajał mnie, głaszcząc jedną ręką po plecach.
-I jest jeszcze jedna ważna sprawa. Bardzo delikatna.-skrzywił się, a ja nie wiedziałam o co mu może chodzić.- No powiedz, nie wstydź się.-zapewniałam -Ale nie będziesz na mnie zła, i nie zrobisz tego ponownie?-spytał wystraszony, a ja pokiwałam głową. -Więc, no, ten, hmm, jakby co to powiedzieć. No, yy, ja jestem ten, no... gejem.-gdy wypowiedział ostatnie słowo, poczułam ścisk w mojej klatce piersiowej, kilka łez popłynęło z moich oczu. -Jesteś gejem? Od kiedy? -mówiłam przez łzy. -Lexi ja... nie wiem. Kiedy mówiłem, że cie kocham, nie kłamałem. Na prawdę cie kocham, możemy się przytulać, całować, zawsze będę cie kochał, i mam tak tylko z tobą. Żadna inna dziewczyna nie sprawiła żebym pokochał ją tak jak ciebie. Jestem gejem, ale ty jesteś wyjątkiem. -nie wiedziałam co powiedzieć. Ucisk się trochę rolzuźnił. -Ja nie wiem co powiedzieć. Nie byłam na coś takiego przygotowana. Ja nie wi- nie zdążyłam dokończyć, bo przerwał mi przytulając mnie. Odezajemniłam to, mocno się zaciągnęłam jego zapachem.-Nie jestem zła.-powiedziałam szczerze.
-Dziękuję.
-Chcę tylko żebyś był szczęśliwy.
======
*bfam = brother from another mother
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz