czwartek, 23 kwietnia 2015

7 I'm pregnat.


[Lexi's POV]
Wróciłam od Dylana ok. 17. Przywitałam się z mamą i poszłam wziąć relaksu jaja kąpiel w wannie. Gdy rozebrałam się do naga, weszłam do gorącej wody. Jęknęłam cicho, z powodu wysokiej temperatury. Umyłam ciało i włosy. Leżałam tam przez jakieś półtorej godziny. Rozmyślałam nad moją ciążą, nad moją przyszłością, nad tym czy w ogóle będę sobie w stanie wybaczyć tą aborcję. Nie ma innego wyjścia. Gdyby mój ojciec się dowiedział to by zabił i mnie, i dziecko. Wyszłam z wanny o godzinie 19 i przebrałam się w piżamę. Włosy zapięłam w kitkę i poszłam spać. Przez jakiś czas nie mogłam usnąć, ale mi się udało.

[Justin's POV]
O 19:40 zaczął dzwonić mój budzik w telefonie. Po jakichś 5 minutach ogarnąłem po co w ogóle nastawiłem ten alarm. Impreza. Tak. To było coś, czego potrzebowałem. Wziąłem prysznic, tak, znowu prysznic. Nie wiem dlaczego, ale miałem taką tendencję do brania pryszniców. No nieważne. Po odświerzeniu się, ubrałem się a następnie zacząłem układać włosy. Gdy skonczyłem była 20:35. Zadzwoniłem po Chrisa i po 5 minutach był u mnie.
-Trzeba zaszaleć.-na jego twarz wkradł się mały uśmiech. Wyszliśmy na dwór i wsiedliśmy do samochodu. Po nie całych 10 byliśmy na miejscu. Minęliśmy ochroniarzy i uderzyło w nas gorąco dochodzące ze środka. Podeszliśmy do baru i zamówiliśmy po 2 shoty. Jakaś gorąca laska i jej koleżanka podeszła do nas. Miały na imię Lisa i Mia. Lisa zajęła się Chrisem a Mia mną. Usiadła okrakiem na moich nogach i zaczęła całować w szyję. Cicho jęknąłem, a mój koleżka robił się twardy. Ściągnąłem ją i zaciągnąłem do toalety. Z impetem otworzyłem drzwi i podwijałem jej sukienkę do góry. Gdy nasze ubrania leżały na ziemi, zacząłem ostro ją pieprzyć. Głośno krzyczała, na co ja bardziej przyśpieszyłem. Po chwili oboje doszliśmy. Ubrałem się szybciej od niej. Pocałowałem ją w usta i opuściłem WC. Rozglądałem się za Chrisem, lecz nigdzie go nie było. Postanowiłem wkroczyć na parkiet. Tańczyłem w rytm muzyki. Pamiętam jeszcze, że koło 3 nad ranem wróciłem do domu. Nie wiem jak, i nie chciałem wiedzieć. Od razu mój film się urwał i usnąłem.

[Lexi's POV]
Obudziła mnie moja mama, mówiąc, że jedziemy na zakupy. Byłam zaskoczona, bo zazwyczaj sama kupowałam sobie ubrania. Ale chciałam spędzić trochę czasu z nią. Przygotowana zeszłam na dół na śniadanie. Gdy już obie byłyśmy gotowe, wsiadłyśmy do samochodu. Po zaparkowaniu przed 2-piętrową halą, ruszyliśmy w stronę budynku. 
Będąc w jednym ze  sklepów,  doszłam do wniosku, że jednak muszę jej powiedzieć.
-Mamo, możemy porozmawiać?- mój głos drżał coraz bardziej.
-Coś się stało?- widziałam zdziwienie w jej oczach.
-Nie, tylko... Właściwie to tak. Chodźmy do kawiarenki, wszystko ci wytłumaczę. -ona pokiwała głową. Gdzy zajęłyśmy miejsca, złapałam się za brzuch. Probowałam zrobić to tak, aby ona tego nie widziała.
-Mamo, ja nie chciałam, to moja wina. Przepraszam. Ja to usunę.
-Spokojnie, powiedz mi wszystko, nie stresuj się. -Złapała mnie za rękę. Łzy powoli leciały z moich oczu. -Ja, (szloch) Ja jestem w ciąży.- Teraz wszystkie emoje ze mnie wypłynęły, ręce mi się trzęsły, podbrzusze mnie bolało. - Oh, nie martw się. To nie twoja wina. Nie mogę być na ciebie zła. - dosłownie poczułam, jak kamień spada mi z serca. - a z kim jesteś w ciąży? - zaszlochałam na myśl i nim. -Matko Boska. Trzeba mu powiedzieć, musi się dowiedzieć, że znowu zostanie ojcem. Prawie zrzuciłam wazon, który tam stał. -Nie, proszę, nie.bon by mnie zabił. Proszę. - mama troszeczkę się zastanowiła. -Dobrze, ale masz go nie usuwać. Nie pozwolę na to.
-Okej, w porządku. Dziękuję. -przytulilam się do niej. -Chodźmy, kupimy coś.
-----
-Jezu, mamo, wykupiłaś chyba całą galerie.
-No co? Przecież niedługo, ci brzuszek urośnie. -uśmiechnęła się ciepło.
-Dziękuję.
-Powtarzasz się. -pusciła mi oczko. Obie w dobrych humorach wrociłyśmy do domu.
Wzięłam torby z ubraniami i zaniosłam je do swojego pokoju. Zadzwoniłam do Dylana i umówiłam się z nim za 5 minut u niego.
-Mamo, idę do Dylana, wrócę na obiad.
-Baw się dobrze
- wyszłam i po kilku minutach byłam u Dylana.
-Dzień dobry, jest Dylan?
-Tak, jest u siebie- szybko wbiegłam po schodach.
-Hej-powiedziałam cała w skowronkach.
-Hej, muszę coś powiedzieć.-Spojrzał na mnie tak jakby mnie przepraszał. To co mi powiedział, odmieniła moje życie o 180 stopni.
———
Jest 7. Jak myślicie, co Dylan powie Lexi?
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=NOWY ROZDZIAŁ ;)

piątek, 17 kwietnia 2015

6 I need an abortion

[Lexi's POV] 

-Hej, mała, wstawaj. Jest już 12.-obudził mnie zachrypnięty głos Dylana.
-Proszę, jeszcze tylko 10 minut.-błagałam, lecz on mi nie ustąpił i zrzucił mnie z łóżka. Zaczęłam się śmiać. Nagle coś mnie zabolało w brzuchu. Momentalnie się za niego złapałam. 
-Lexi, nic Ci nie jest? Przepraszam, zapomniałem o tym.-posmutniał na myśl o mojej ciąży.
-Nic się nie stało. Na prawdę, nie martw się.- żeby zmienić temat, poszliśmy na śniadanie.
-Masz kawałek bitej śmietany na brodzie- jedliśmy gofry na śniadanie, i prawie tam sikaliśmy ze śmiechu. -Gdzie?-zrobiłam zeza, ale nigdzie nie zauważyłam bitej śmietany. -Tu-po chwili poczułam usta na moim policzku. Przymknęłam oczy pod wpływem jego dotyku, a zwłaszcza jego warg. -Nie. Przestań.- z trudem się powstrzymałam. -Dlaczego. 
-Nie, nie chcę, żebyś mnie w sobie rozkochał. Może się w kimś innym zakochasz, i co ja wtedy zrobię. Nie chcę tak.- mówiłam przez łzy. -Dobrze, nic na siłę. Rozumiem.-podziękowałam mu w myślach, że tego nie ciągnął. Rozłożył ręce i mnie przytulił. Odeszłam od niego i zaciągnęłam go do kuchni do stołu. -A co z tym?-wskazałam na brzuch.
-Lexi, chcesz czy nie chcesz, musisz powiedzieć swojej mamie.-stanowczo zaprzeczyłam.
-Ona nie może się o niczym dowiedzieć. Gdyby się dowiedziała, to by się załamała. 
-No to co zrobimy?-"zrobimy" poczułam ulgę na sercu, że on chce mi pomóc.
-Nie wiem, tabletki, albo...
-O nie. Nie możesz tego zrobić. Nie pozwolę ci na to!
-Nie mam innego wyjścia. Muszę, muszę pójść na aborcję- na to słowo poleciało kilka łez z moich oczu. On nic nie mówił. Nigdy się nie zgadzał z aborcją. Ale nie miałam wyjścia.- Pomożesz mi?
-patrzałam na niego przez wieki a w rzeczywistości przez kilka długich sekund.-Tak, chociaż tego nie popieram, to ci pomogę. -Dziękuję. Chodź popatrzymy gdzie w okolicy można to zrobić.  Po znalezieniu przychodni zadzwoniłam pod podany numer.
-Dzień dobry, czy dodzwoniłam się do Pani Hanks?
-Dobrze, więc chciałam się zapisać na zabieg aborcyjny. Kiedy? Hm, a jakie są terminy?
-W porządku, niech będzie za tydzień. Dziękuję. Do widzenia. -jejku, ale się stresowałam-No i kiedy masz termin? 
-Za tydzień o 15. Pójdziesz ze mną?
-Oczywiście. Będę Cię wspierał. Zawsze
-Dziękuję

[Justin's POV]
Obudziłem się koło 10. Chris wyszedł jakieś 20 minut po 10. Wziąłem szybki prysznic, coś zjadłem i poszedłem biegać. Po godzinnym wysiłku, ponownie wziąłem prysznic. Z racji, że moi rodzice będą dopiero w poniedziałek, zamówiłem sobie pizzę. W jednej ręce miałem mój posiłek a w drugiej butelkę pepsi. Włączyłem telewizor i zadzwoniłem do Emmy.
-Hej Emma. masz wolną godzinkę?-zapytałem znacząco. 
-Hmmm muszę pomyśleć, chyba godzinka się znajdzie, ale nie dłużej, bo kuzyni przyjeżdżają.
-Okej, będę za 5 minut. Rozłączyłem się i szybko zabrałem kluczyki z haczyka. Odpaliłem samochód i po jakimś czasie, byłem pod domem Emmy. Zapukałem brutalnie do jej drzwi. 
-Nie mogłam się docz...-przerwałem jej i ją pocałowałem a ona w zamian jęknęła mi w usta. Po chwili. Była cała naga. Szybkim ruchem zdjąłem koszulkę a ona zaczęła odpinać moje spodnie. Gdy już leżały na ziemi, założyłem prezerwatywę i wszedłem w nią. Uprawialiśmy seks przez jakieś pół godziny i w tym samym momencie doszliśmy. -Mmm, to było świetne. Ale teraz musisz już iść, chyba że chcesz zostać, i posłuchać jak pierdolą o polityce...-Haha, było miło, ale dzięki, spadam do domu.-Jakbyś chciał wpaść na kolejny to dzwoń. -Kiwnąłem głową na odchodne. Zaparkowałem przed domem. Poczułem ogromną potrzebę skorzystania z toalety. W mgnieniu oka znalazłem się w łazience. Cicho jęknąłem, dając upust moim potrzebom. Umyłem ręce. Była godzina 14.26 Cholernie się nudziłem więc wpadłem na pomysł, aby pójść na jakąś imprezę. Umówiłem się z Chrisem na 21.  Poszedłem spać, ustawiając budzik na 19.40, żeby zdążyć się wyszykować. Zapadłem w głęboki sen.
============
Tak wiem, krótki rozdział, ale nie miałam żadnej weny, ale następny rozdział będzie bardziej dynamiczny. Już mam pomysł. 
Komentujcie, piszcie swoje propozycje.
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ=NOWY ROZDZIAŁ.

wtorek, 7 kwietnia 2015

5 She must forgive me.

Ten tydzień minął jak zawsze. Budziłam się, szłam do szkoły, Bieber coś tam powiedział, spotykałam się z Dylanem. Ale było coś jeszcze, moje bóle brzucha nie ustępowały, nie mówiąc o wymiotach. Nie mówiłam nic mojej mamie, nie chciałam jej martwić. Wracaliśmy ze szkoły. Daylan zaproponował, abym dzisiaj spała u niego. -Oj no nie wiem. -nie byłam pewna.-Leexii, nie daj się prosić, przecież jest weekend. -nie mogłam mu się sprzeciwić, był taki słodki.-Dobrze, powiem mojej mamie i idziemy do ciebie. -nie zdążyłam nic powiedzieć, bo zostałam przewieszona przez ramię. Szybko biegnął, a ja podskakiwałam na jego ramieniu. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. -Dylan, puść mnie. Umiem jeszcze sama chodzić. -Ale ty się wleczesz jak mucha w smole. -gdy dobiegł do mojego domu, przeniósł przez próg i postawił w salonie, gdzie moja mama oglądała telewizje.- Mamo, mogę iść do Dylana na noc?-złożyłam ręce jak do modlitwy. -po chwili namysłu się zgodziła. -Dziękuję.-przytuliłam ją. Odsunęłam się od niej, a on znowu wziął mnie na ramie, zaczął kierować się w stronę drzwi. -Poczekaj. Nie wzięłam żadnych ciuchów. -przypominało mi się w ostatniej chwili. -Oh, racja.- zaniósł mnie do mojego pokoju. - Pośpiesz się.- wzięłam mały plecak i się w niego spakowałam. -Gotowa, ale jeśli mnie znowu weźmiesz na ramię, to nigdzie nie idę.- powiedziałam stanowczo. Pokiwał głową. Wziął mój plecak i zaczął iść w stronę schodów. -To my idziemy, paa. - pozegnalismy się z moją mamą - Bawcie się dobrze.- posłała mi ciepły uśmiech. Po kilku minutach byliśmy u Dylana.
-Chcesz cos do picia?- pokiwałam głową-pójdę się przebrać, okej?-on tez pokiwał głową. Poszłam do jego pokoju i założyłam krótkie spodenki i top. Nie wstydziłam się przy nim chodzić w topach, bo on wiedział o moich bliznach. Było bardzo gorąco. Gdy spojrzałam na termometr wiszący na ścianie, wskazywał 30°C. Dołączyłam do Dylana. Wręczył mi pepsi z lodem. -Dziękuję -upiłam duży łyk. Od razu mnie to ochłodziło. -Idziemy do kina? - zapytał. -Okej. - no znowu? Zwymiotiwałam, na szczęście zdążyłam dobiec do łazienki. Dylan przytrzymać mi włosy. Obmyłam twarz zimną wodą, zrobiło mi się lepiej. -Wszystko w porządku? Jeśli chcesz możemy nie iść. -Nie, wszystko w porządku, idziemy.

[Justin's POV]
Wróciłem do domu. Na lodówce zauważyłem karteczkę z napisem " Wrócę w poniedziałek, zostawiłam ci pieniądze. Możesz zamówić pizzę, zaprosić znajomych, ale dom ma być cały! Buźki. Mama i Tata. :)". Lepiej być nie mogło. Zadzwoniłem do Christiana.
-Halo?
-Chris, dom wolny, nie ma rodziców do poniedziałku, wbijaj.
-Em, Okej, będę za 20 minut.
-Okej.
Rozłączyłem się, ogarnąłem z grubsza swój pokój,  i się przebrałem, było w chuj gorąco. Ktoś zadzwonił dzwonkiem, pobiegłem otworzyć drzwi. Zobaczem Chrisa.
-Siema.
-Cześć.- przybiliśmy piątke - Stary, idziemy do kina. Grają jakiś zajebisty horror.
-Spoko, o której?
-Za jakieś pół godziny.- napiliśmy się po piwie, i zaczęliśmy iść do kina. Gdy weszliśmy, zauważyłem Lexi. Miałem coś jej powiedzieć, ale Chris mnie powstrzymał. Posłuchałem go. Kupilismy bilety i weszliśmy na salę. Były tylko cztery miejsca. W myślach modliłem się aby nie usiadła koło mnie. Na szczęście, Chris usiadł obok Lexi. Uff "dzięki stary" szepnąłem do niego, a on kiwnął głową. Po jakimś czasie, przypominało mi się o jej bliznach. Delikatnie zerknąłem w stronę Lexi. Miała bluzkę ¾ i bluzę Dylana. Zdziwiłem się, że nie miała bandaży. Rękaw od bluzy miała trochę podwiniętym i wtedy mnie zamurowało. Te blizny, które wtedy widziałem, to nic w porównaniu z tymi. Na tle innych, górowały trzy wielkie, szerokie i głębokie krechy. Dam sobie głowę uciąć, że, gdy to robiła, doszła do kości. Patrzałem w nie i nie mogłem oderwać wzroku. Dopiero gdy film się skończył, i zapalili światła przestałem się gapić.

[Lexi's POV]
Gdy wróciliśmy do domu, znowu mnie wzięło na wymioty. -Lexi, kiedy ostatnio miałaś okres?
-Czemu pytasz?
-Po prostu mi powiedz.
-Półtora miesi...-zdałam sobie sprawę do czego on zmierza.
-O nie, to nie możliwe.-nie dałam sobie tego wmówić, lecz wszystko składało się do kupy. Brak okresu, wymioty, bule brzucha. Wpadłam w histerię.-Ale ja nie mogę, nie teraz, ja mam dopiero 16 lat.- Opadłam na ziemię, a ktoś obok mnie usiadł.-Nie martw się Lexi, nic jeszcze nie jest pewne. Chodź, kupię ci test.-pocałował mnie w czoło, i powoli podniósł. Ubraliśmy buty i poszliśmy kupić ten test.
-Dwie kreski, cholerne dwie kreski. Już 3 raz z rzędu. Jestem udupiona.- Mocno się w niego wtuliłam, a on głaskał mnie po plecach. Trwaliśmy w przyjemnej ciszy. W końcu usnęliśmy. Spałam z Dylanem, bo wiedziałam, że do niczego nie dojdzie.

[Justin's POV]
Wróciliśmy do domu i przygotowaliśmy jakieś przekąski, wzięliśmy coś do picia, i poszlismy do mojego pokoju.
-Ej, Justin, co się dzieje? -Chris wyrwał mnie z zamyśleń o Lexi.
-Co? Sorry, zamyśliłem się.
-Właśnie. Nad czym tak myślałeś.
-To nic ważnego.
-Jakby to nie było nic ważnego, to nie wysypał byś popcornu.-spojrzałem na miskę i rzeczywiście był rozsypany.-Cholera.-ogarnąłem to szybko i wróciłem do Chrisa.
-Powiesz mi?- nie mogłem tego przed nim ukrywać, w końcu był dla mnie jak brat. -Okej, kojażysz Lexi?-pokiwał głową i dał mi znak, abym kontynuował - więc kiedy byłem u niej na korepetycjach, potknęła się i uderzyła nosem o biurko. Myślałem, że za chwilę wstanie, ale ona nie robiła tego od kilku minut, więc próbowałem ją jakoś ocucić, ale ona nic. No to wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łazienki, dopiero tam zauważyłem, że z nosa leciała jej bordowa krew, i że miała ją na bluzie  i na dłoniach. Zdjąłem jej tą bluzę i zobaczyłem bandaże na ręcach. Pierwsze co pomyślałem, to to, że mogła je nadwyrężyć, lecz po chwili doszedłem do wniosku, że z niej taki sportowiec, jak ze mnie matematyk. Postanowiłem zajrzeć pod te bandaże, ale ona się obudziła. Zacytuję ci naszą rozmowę.
"Co ty robisz?!"
"Ee... y.. ja... y... nic"
"Ałaa. Mój nos"
"Szłaś po zeszyty do biurka, potknęłaś się o krzesło, którego nie zauważyłaś, i wyjebałaś o biurko. Pociekła ci krew, więc obmyłem ci twarz zimną wodą. Ale zrobiłem to tylko dlatego, żebyś nie pomyślała, że cię pobiłem"
"Czyli jak zawsze"
"Co ty kurwa powiedziałaś?"
"To co zawsze, już mam dosyć ulegania tobie. Myślisz, że co, że jesteś taki super, jak  pobijesz słabszego, a zwłaszcza dziewczynę, i nikomu nie powiesz? Wcale nie, nie jesteś. A i jeszcze Emma, ta szkolna dziwka jest tak rozjechana, że arbuz by się tam zmieścił, a ty tyle razy ją bzykałeś, że nawet nie jesteś pewny, czy jakiegoś HIV'a nie masz. Taak, jesteś taki zajebisty, pogratulować. A teraz weź wypierdalaj, nie mam ochoty na ciebie patrzeć"była cała czerwona ze złości, a łzy leciały po jej policzkach. Lekko mnie popchnęła za drzwi, które nadal były uchylone. Opadła powoli na ziemię i zaczęła szlochać. Zza ściany wpatrywałem się w nią, ciekawy co zrobi. Po chwili wstała, podeszła do szafki pod umywalką, i wyjęła z niej żyletkę. Znowu opadła na ziemię i odwinęła bandaże. Byłem w szoku. Było tam w chuj dużo ran. Każda była długa, i strasznie głęboka. Ona zamknęła oczy i robiła kolejne rany. Nie mogłem na to patrzeć. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Po prostu wyszedłem. Cały czas mam poczucie winy i nie wiem co z tym zrobić.- opuściłem głowę.
- Wow, nie wiem co powiedzieć, ale musisz wiedzieć jedną rzecz. Jej ojciec... On ją gwałci. Robi to wbrew jej woli. Robi z nią to, kiedy mu się zachce, a ona nie ma nic do gadania.- zatkało mnie. Jej własny ojciec ją gwałcił. Jakim chujem trzeba być, żeby zrobić to własnej córce. Chociaż ja jestem nie lepszy. Jeszcze bardziej uprzykrzałem jej życie. Musiałem przestać. Musiałem się ogarnąć. Musiałem ją przeprosić, wiedziałem, że mi nie wybaczy, ale miałem taką nadzieje. Choćby nawet za 20 lat, ona musi mi wybaczyć.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

4 I'm a gay

POV Lexi]
Po mojej męczarni z Justinem, ponownie ukryłam moje rany. Odrobiłam lekcje i spakowałam potrzebne książki i zeszyty do plecaka. Była 16:45. Do głowy przyszło mi, że właśnie w tej chwili Dylan szykuje się do Emmy. Łzy naszły mi do oczu na samą myśl o tym. Z racji tego, że moja mama, wróci dopiero jutro, przygotowałam gofry. O tak. Gofry, to to, czego potrzebowałam. Nałożywał dużą warstwę bitej śmietany, a na to owoce. Rozkoszowałam się każdym kęsm. Umyłam talerz i ubrałam się w tenisówki i ramoneskę. Wyszłam na miasto, kupić potrzebne rzeczy na plastykę. A mianowicie to klej. Tak. Musiałam iść po klej, ale szczerze to nie chciało mi się. Mieszkałam niedaleko centrum, więc szybko mi to zeszło. Byłam jakieś 5-6 metrów od mojego podwórka. Nagle ktoś mocno mnie szarpną za włosy. Odwróciłam się i zobaczyłam jego. Mojego ojca. 
-Myślisz, że tak łatwo ci odpuszczę? Może i pozbyłyście się mnie z domu, ale nie z waszego życia. 
-Zostaw nas. - dosłownie, łzy ciekły mi z oczu jak z wodospadu. On się sucho zaśmiał i pociągnął mnie do lasu, który rósł, niedaleko mojego domu. I tam to zrobił, ponownie. Czułam się jak brudna szmata. Bezużyteczna. Kiedy zakładał spodnie, coś tam mamrotał pod nosem. A ja nic nie robiłam. Po prostu leżałam, i płakałam. Nie zważałam na to, że mnie nie ma w domu. Oficjalnie miałam wszystko w dupie. Chciałam tylko umrzeć. Robiło się ciemno. W końcu ujżałam księżyc. Patrzałam na księżyc, jak zahipnotyzowana. Nie wiedząc kiedy, usnęłam. 
 [POV Justin]
Obudziłem się około 20. Spojrzałem na telefon. Żadnych wiadomości, ani nic. Spakowałem kilka zeszytów, i wziąłem długi prysznic. Rozmyślałem cały czas o Lexi i o tym, czemu sobie to robiła. W końcu doszedłem do wniosku, że to może być przeze mnie. Ale, jak. Jaką odwagę trzeba mieć, żeby się ciąć. Widziałem jej rany, i to nie były byle jakie rany. Może robiła to celowo, lub nie, ale mało brakuje, aby podcięła sobie żyły. Nigdy nie czułem, takiego poczucia winy. Cholera. Muszę się ograniczyć z uprzykrzaniem jej życia. Po moich refleksjach, ubrałem się i coś zjadłem. Rzuciłem się na łóżko i momentalnie usnąłem.
 [POV Lexi] 
Czułam jak ktoś mnie niesie. Moje oczy spotkały Dylana, ze łzami w oczach. Zaczęłam się szarpać, czego od razu pożałowałam. 
-Spokojnie, nie skrzywdzę Cię tak jak on. - lekko się uspokoiłam, bo wiedziałam, że on nie byłby w stanie mi czegoś takiego zrobić. Owinęłam ręce wokół jego szyi, by ułatwić mu drogę. Jego uścisk lekko się rozluźnił. Zaciągnęłam się jego zapachem, a ciś w moim sercu pękło. Pojedyncze łzy ciekły mi po policzkach. Gdy doszliśmy do wejścia do mojego domu, Dylan, delikatnie mnie postawił na ziemię, bym mogła, otworzyć drzwi. Wpuściłam go do środka, lecz sama nie wiem, dlaczego to zrobiłam. Szybko pobiegłam do mojego pokoju i z płaczem rzuciłam się na łóżko. Poczułam jak ktoś siada koło mnie, i głaszcze mnie po plecach. Zrzuciłam jego rękę z siebie, i z obrzydzeniem na niego spojrzałam. Wyszeptałam do niego tylko ciche "Dlaczego". On spojrzał na mnie z bólem w oczach. 
-Lexi... Emma kłamała. Ja nigdy w życiu bym z nią tego nie zrobił. Przysięgam. Słyszałem nawet, jak się chwaliła Bieberowi, wykonaniem zadania.-nic nie mówiłam. Po prostu go słuchałam i przetwarzałam, to co do mnie mówił. -Naprawdę. Przysięgam. Proszę. Musisz mi uwieżyć.-. Nic nie mówiłam. Patrzałam na niego a on stracony, zaczął kierować się do drzwi. 
-Zaczekaj.-zaszlochałam.
-Nie odchodź, wierzę ci.- wstałam z łóżka i podbiegłam do niego. Przytuliłam się mocno, a nogi owinęłam, wokół jego bioder. Wyszeptał w moje włosy ciche "dziękuję". W takiej pozycji poszliśmy na łóżko. Leżeliśmy, i nic nie mowiliśmy.
-Co się stało?-Dylan odezwał się po jakimś czasie.
-Co?
-No czemu byłaś w lesie cała zapłakana.
-Oh. No więc szłam po klej, gdy już wróciłam, byłam jakieś 5 metrów od domu, i nagle ktośmnie za włosy pociągnął. I zobaczyłam mojego ojca. Mówił coś o tym, że się go tak łatwo nie pozbędziemy. I wtedy to zrobił. -Zaczęła m znowu płakać.
-Ćśśś. Nie płacz, wszytk- nie zdążył dokończyć, ponieważ szybko wyrwałam się z jego uścisku. Pobiegłam do łazienki. Zaczęłam wymiotiwać. Nie wiem dlaczego. Może ze stresu. Obmyłam twarz zimną wodą. Poczułam się trochę lepiej.
-Co się stało? Wszystko w porządku?- pokiwałam głową.
-Po prostu źle się poczułam. Chodź.-wyciągnęłam rękę w jego stronę. -No chodź, zrobimy coś do jedzenia. Umieram z głodu.- uśmiechnęłam się, a mój bfam* dołączył do mnie.
_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
- Te naleśniki są na prawdę pyszne.
-Dziękuję. O mój boże.-zakryłam usta dłonią i biegłam w stronę łazienki. Znów zwymiotowałam. Usiadłam na płytkach, rozmyślając jednocześnie czym to może być spowodowane. Nic nie przychodziło mi do głowy. Wróciłam do Dylana.
-Przepraszam. Nie wiem co się ze mną dzieje. Mam chyba jakiś słaby dzień.-na prawdę nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
-Nie martw się, wyzdrowiejesz.-uspokajał mnie, głaszcząc jedną ręką po plecach.
-I jest jeszcze jedna ważna sprawa. Bardzo delikatna.-skrzywił się, a ja nie wiedziałam o co mu może chodzić.- No powiedz, nie wstydź się.-zapewniałam -Ale nie będziesz na mnie zła, i nie zrobisz tego ponownie?-spytał wystraszony, a ja pokiwałam głową. -Więc, no, ten, hmm, jakby co to powiedzieć. No, yy, ja jestem ten, no... gejem.-gdy wypowiedział ostatnie słowo, poczułam ścisk w mojej klatce piersiowej, kilka łez popłynęło z moich oczu. -Jesteś gejem? Od kiedy? -mówiłam przez łzy. -Lexi ja... nie wiem. Kiedy mówiłem, że cie kocham, nie kłamałem. Na prawdę cie kocham, możemy się przytulać, całować, zawsze będę cie kochał, i mam tak tylko z tobą. Żadna inna dziewczyna nie sprawiła żebym pokochał ją tak jak ciebie. Jestem gejem, ale ty jesteś wyjątkiem. -nie wiedziałam co powiedzieć. Ucisk się trochę rolzuźnił. -Ja nie wiem co powiedzieć. Nie byłam na coś takiego przygotowana. Ja nie wi- nie zdążyłam dokończyć, bo przerwał mi przytulając mnie. Odezajemniłam to, mocno się zaciągnęłam jego zapachem.-Nie jestem zła.-powiedziałam szczerze.
-Dziękuję.
-Chcę tylko żebyś był szczęśliwy.

======
*bfam = brother from another mother

czwartek, 25 grudnia 2014

3 That i think she cuts own body

[JUSTIN'S POV]
No ja pierdole. Po co do szkoły trzeba wstawać tak wcześnie? Jeszcze rok i pierdole szkołe. Zacząłem się szykować. Moja mama wołała mnie na śniadanie, które po chwili zjadłem. Wziąłem kluczyki od mojego bugatti. Po chwili znalazłem się na parkingu szkolnym. Zauważyłem, że z Dylanem przyjechała Lexi. Ta szmata, z którą mam korepetycje. Już miałem ją wyzywać, ale przypomniało mi się o moim planie. Polegał on na tym, że się w niej "zakocham" a potem będę rozpowiadał, że się z nią przespałem i że robi zajebiste lody. Haha i jeszcze wisienka na torcie. Stworzę stronę o tym, że Lexi daje dupy za odpowiednią cenę. Haha już się nie mogę doczekać.  Chwila, chwila. Ona chodzi z Dylanem, trzeba to zepsuć, aby mój plan wypalił. 
-Cześć Justin-usłyszałem piskliwy głos Emmy.
-O hej Emma, słuchaj jest sprawa. Musisz rozbić związek Lexi i Dylana.
-Po co? 
-Po prostu, zrobisz to?
-Dobrze, ale jak?
-No nie wiem, udawaj, że sie regularnie bzykasz z Dylanem czy jakoś tak.
-A od kiedy mam zacząć działać?
-Najlepiej od teraz.
-Okej.-patrzalem jak Emma podchodzi do Dylana. Pocałowała go i powiedziała coś w stylu "Dzisiaj też jestem sama w domu. Wpadniesz na noc?"-Myślałem, że tam sie posikam ze śmiechu. Haha, mina Lexi była bezcenna.

[LEXI'S POV]

-Dzisiaj też jestem sama w domu. Wpadniesz na noc?-usłyszałam to i myślałam, że to jakiś głupi żart, lecz się pomyliłam.
-O czym ty mówisz?
-No co, nie mów, że nie pamiętasz jak się wczoraj bzykaliśmy.-znów pocałowała go w usta a na odchodne rzuciła "U mnie o 16:45" i odeszła. Do moich oczu napłynęły łzy. Wyrwałam moją rękę z uścisku Dylana. Biegłam do domu. Najszybciej jak mogłam. Otworzyłam drzwi i wbiegłam do swojego pokoju. Zrobiłam to. Ponownie to zrobiłam. Miałam ochotę umrzeć. Tym razem nie zważałam na ból. Robiłam to ze złością. Gruba linia na grubej linii a z nich sączyła bez przerwy krew.
Mój telefon zadzwonił. Zauważyłam, że to Dylan i nie odbierałam. Kiedy cała złość ze mnie uszła Byłam zmęczona. Po prostu usnęłam. Dzisiaj powiedziałam mamie, że śpię u Dylana, lecz nici  z planów. Obudziłam się o 4:56 nad ranem. Moja ręka strasznie bolała. Spojrzałam na nią i zauważyłam zaschniętą krew. Nagle moja głowa mnie rozbolała. Myślałam, że zaraz wybuchnie. Był piątek rano, czyli moja mama wróci dopiero w niedzielę. Obmyłam moje rany i je zabandażowałam. Nigdy tego nie robiłam, bo moje blizny nie były aż tak głębokie. Wykonałam poranne czynności. Spoglądając na zegarek zauważyłam że jest już 5:39. Nie miałam co robić, więc włączyłam telewizje. Leciały jakieś plotki o gwiazdach. Jakby tego było mało to na dodatek usnęłam. Gdyby nie budzik w moim telefonie, to bym nie wstała. O godzinie 7:30 wyszłam do szkoły. Opuściłam dom wcześniej, aby uniknąć kontaktu z Dylanem. Jak on mógł mi coś takiego zrobić. Dobrze wiedział do czego jestem zdolna. Skręcając w ulicę, na której znajduje się szkoła usłyszałam kogoś wołającego moje imię.
-Lexii, Lexi!!-ktoś krzyczał, lecz się nie odwracałam, wiedząc kto to.-Lexi, stój.-obok mnie jechał Dylan swoim samochodem.  
-Po co mam się zatrzymywać, idź do Emmy. Ona cię na pewno wysłucha.
-Oj przestań, dobrze wiesz, że tak nie było.-irytował mnie, tym jak kłamał w żywe oczy. Wyjełam z mojej torby słuchawki i włączyłam muzykę na fula. Odjechał, po czym mi ulżyło. Nie mogłam już na niego patrzeć. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się, a serce podskoczyło mi do gardła. 
-Cz..Czego ode mnie chcesz?-zapytałam ze strachem w oczach.

[JUSTIN'S POV]

Gdy zobaczyłem Lexi, to zacząłem działać.
-Cz..Czego ode mnie chcesz?-zapytała, a ja myślałem, że wybuchne tam śmiechem.
-Słuchaj, wiem, że między nami nie było najlepiej, ale chciałem to naprawić.-udawałem speszonego, aby pomyślała, że mówię prawdę.
-Zostaw mnie, nie mam ochoty na twoje durne żarty.-ja złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Myślałem, że tam zwymiotuje.
-Ja mówię, poważnie. Proszę uwierz mi. Przepraszam za to wszystko co ci zrobiłem, ale na prawdę chciałbym to naprawić.-Puściłem ją i powoli się odsunąłem. Zacząłem iść w przeciwną stronę.

[LEXI'S POV]
"Na prawdę chciałbym to naprawić"-te słowa zapadły mi w pamięci. Że niby co on chciał naprawić?! Przec całą drogę myślałam o tym co powiedział mi Bieber. Stanęłam przed szkołą, wzięłam głęboki wdech i ruszyłam na lekcje.
*po ostatniej lekcji*
-O której mam przyjść na te korepetycje?-usłyszałam i wiedziałam kto to był. Dalej był speszony.
-A o której Ci pasuje-zapytałam obojętna,
-Może być o 16?
-Tak-odpowiedziałam i jak najszybciej się stamtąd ulotniłam. Była 14:36. Jeszcze muszę ogarnąć pokój i łazienkę, pochować żyletki i zmienić bandaże. Z wszystkim skończyłam ok. 16. Dobra, teraz przygotuje zeszyt i książki od matmy. Punktualnie jak w zegarku Bieber zadzwonił do moich drzwi. Ale skąd on wiedział gdzie ja mieszkam? Uderzyłam się lekko w głowę i mówiąc po cichu do siebie, że nie ma na to czasu.

[JUSTIN'S POV] 

Równo o 16 zadzwoniłem do drzwi Lexi. Ona po kilku sekundach otworzyła. Była ubrana w getry troszkę za dużą, granatową bluzę i włosy związane w roztrzepanego koka. Gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Nie okazywała żadnych emocji, była jakby bez uczuć. Zresztą, co ja się będę użalał, nad jej emocjami. Prowadziła, a ja szedłem za nią. Muszę przyznać, dom ma nawet fajny. W końcu dotarliśmy do jej pokoju. Był większy od mojego. 
-Więc czego nie rozumiesz-zapytała, dalej bez emocji.
-Haha, myślisz, że ja się będę uczyć?-wyśmiałem ją.
-To po co tu przyszedłeś, równie mogłeś teraz bzykać jakieś puste lale, jak zawsze.-odegrała mi się. Czego nie powinna robić. Odruchocho ją uderzyłem. Kiedy zobaczyłem jak leży na ziemi, miałem ochotę się śmiać. Lecz ona nie wstawała od 5 minut. Pomyślałem o ucieczce, ale przecież ona mogła wszystko wygadać. Z obrzydzeniem jej dotknąłem, próbowałem ją ocucić, lecz nic. Nic nie podziałało, więc wziąłem ją na ręce i zaniosłem ją do łazienki. Posadziłem ją na blacie koło umywalki. Wziąłem ręcznik i chciałem zrobić jej zimny okład, dopiero teraz zauważyłem, że z jej nosa sączy się bordowa krew. Miała ją na dłoniach, i na bluzie. "O cholera" powiedziałem pod nosem. Wytarłem tą krew, a potem zrobiłem ten zimny okład. Kiedy zdjąłem z niej bluzę, aby ją spalić, zauważyłem jej zabandażowane ręce. Pierwsza myśl jaka mi przyszła do głowy to to, że mogła je sobie nadwyrężyć, lecz po dłuższym zastanowieniu pomyślałem, że ona może się ciąć. Lekko podwinąłem bandaż by się przekonać, wtedy ona się obudziła. A ja nie wiedziałem co zrobić, nie ruszałem się, miejąc nadzieję, że dalej pójdzie spać. Lecz nie, spojrzała na mnie spod byka i szybko zabrała rękę. 
-Co ty robisz?!-niemal krzyknęła.
-Ee... y.. ja... y... nic.-zamurowało mnie. 
-Ałaa. Mój nos-gwałtownym ruchem się za niego złapała.-Nic nie pamiętam.-uff, jak to dobrze.
-Szłaś po zeszyty do biurka, potknęłaś się o krzesło, którego nie zauważyłaś, i wyjebałaś o biurko. Pociekła ci krew, więc obmyłem ci twarz zimną wodą. Ale zrobiłem to tylko dlatego, żebyś nie pomyślała, że cię pobiłem.-w myślach podziękowałem sobie.
-Czyli jak zawsze.-powiedziała bardziej do siebie, lecz ja to usłyszałem.
-Co ty kurwa powiedziałaś?-krew pulsowała mi w żyłach.
-To co zawsze, już mam dosyć ulegania tobie. Myślisz, że co, że jesteś taki super, jak  pobijesz słabszego, a zwłaszcza dziewczynę, i nikomu nie powiesz? Wcale nie, nie jesteś. A i jeszcze Emma, ta szkolna dziwka jest tak rozjechana, że arbuz by się tam zmieścił, a ty tyle razy ją bzykałeś, że nawet nie jesteś pewny, czy jakiegoś HIV'a nie masz. Taak, jesteś taki zajebisty, pogratulować. A teraz weź wypierdalaj, nie mam ochoty na ciebie patrzeć.-była cała czerwona ze złości, a łzy leciały po jej policzkach. Wow, pierwszy raz ona mi pojechała. Lekko mnie popchnęła za drzwi, które nadal były uchylone. Opadła powoli na ziemię i zaczęła szlochać. Zza ściany wpatrywałem się w nią, ciekawy co zrobi. Po chwili wstała, podeszła do szafki pod umywalką, i wyjęła z niej żyletkę. Znowu opadła na ziemię i odwinęła bandaże. Byłem w szoku. Było tam w chuj dużo ran. Każda była długa, i strasznie głęboka. Ona zamknęła oczy i robiła kolejne rany. Nie mogłem na to patrzeć. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Po prostu wyszedłem. Wróciłem do swojego domu, i się położyłem. Myślałem nad tym, co Lexi potrafi zrobić, i po prostu zasnąłem

niedziela, 21 grudnia 2014

2 I'm proud of you mom

W nocy obudził mnie hałas. Szybko się podniosłam i ujżałam męską postać. "No nie, znowu". Ta myśl cały czas chodziła mi po głowie. Oczywiście to była najbardziej znienawidzona osoba w moim życiu. Mój ojciec. Usiadł na łóżku i złapał mnie za nogę. Na sam jego dotyk mnie obrzydzało. 
-Przestań. Ja już tak nie chce.-mówiam powstrzymując płacz.
-Zamknij się! To dlatego, że dzisiaj mi zwiałaś, więc teraz siedź cicho i pozwól mi działać.
-Ale szybko. Chcę mieć już to z głowy.-wybuchłam płaczem. Jego obleśne ręce błądziły po moim ciele. Gdy te męczarnie się skończyły, poszłam do mojej szafki i chciałam wyjąć żyletki, lecz przypomniało mi się, że Dylan je ma. -Aaaa, Kurwaaa, ide się zabić!!-upadłam na ziemię i zaczęłam płakać. Przypomniało mi się, że mam golarkę. Pobiegłam do łazienki i rozwaliłam ją na części. Z moich palców sączyła się krew. Zrobiłam kilka głębokich ran na przedramieniu. Usnęłam w takiej pozycji. Rano obudził mnie Dylan, który przyszedł po mnie, zresztą jak zawsze to robi. 
-Ja pierdole. Lexi, Lexi obudź się.-mówił zachrypniętym głosem, lekko trzymając mnie za ramię. 
-Co? Już rano?-zdziwiłam się, bo myślałam, że położyłam się zaledwie godzinę temu.
-No nie, znowu to zrobiłaś?-zapytał załamany.
-Dylan, ja musiałam, ja już nie wytrzymuje. Nie daję rady.-mówiłam cały czas leżąc. On wziął mnie na ręce i zaniósł do łazienki. Letnią wodą obmył delikatnie rany i zabandażował je. Ponownie zabrał mi żyletki.
-Dziękuję, jesteś kochany.-przytuliłam się do niego, a on odwzajemnił gest.
-Kocham Cię.-powiedział lekkim szeptem.
-Słucham?-zapytałam nie dowierzając co właśnie powiedział Dylan.
-Ładna pogoda.- powiedział zawstydzony.
-Ja też cię kocham.-odwzajemniłam jego uczucia. Wstałam i zaczęłam się szykować do szkoły.
-Ejej, gdzie się wybierasz?
-No do szkoły.
-Dobrze, pójdę uszykować Ci śniadanie.
-Okejj.-zaczęłam się szykować. Poszłam do łazienki i wykonałam wszystkie poranne czynności. Następnie ubrałam się we wcześniej przygotowane ubranie. Podeszłam do lusterka i szybko pomalowałam oczy i nalożyłam trochę fluidu na wory pod oczami. Wzięłam torbę i poszłam do kuchni. Gdy już miałam schodzić po schodach poczułam ostry ból w podbrzuszu. -Cholera-cicho zaklnęłam pod nosem, zresztą zawsze tak mam jak mój ojciec przychodzi do mnie. Próbowałam nie zwracać na to uwagi. 
-Już jestem.-uśmiechnęłam się do Dylana, siedzącego przy stole.
-Widzę, a teraz pośpiesz się, bo nie zdążymy do szkoły. Szybko usiadłam na krześle i zaczęłam pałaszować pyszne śniadanko, które przygotował mi Dylan. Gdy skończyliśmy, poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do szkoły. Uśmiech zszedł mi z twarzy. 
-Ojj, nie smutaj, jeszcze tylko 7 godzin i koniec męczarni.-próbował mnie pocieszyć.
-Tak, tylko 7 godzin w jednej klasie razem z nim.-wskazałam na Biebera, próbującego flirtować z jakąś laską. 
-Nie przejmuj się nim.-przytulił mnie do siebie.
-Postaram się.-również się w niego wtuliłam. Zadzwonił dzwonek na lekcję. Wf, nie lubię wfu, to najgorszy przedmiot na świecie. Graliśmy w siatkówkę, jakoś przeżyje, dobrze, że nie w kosza. Niestety byłam z Justinem w drużynie. Była moja zagrywka, lecz ja nie umiałam w to grać, więc spróbowałam i zamknęłam oczy. Nagle usłyszałam męski głos. Z niechęcią otworzyłam oczy bo dokładnie wiedziałam co się stało. Zaserwowałam Bieberowi piłką w głowę. Lekko się uśmiechnęłam, że to akurat padło na niego, lecz to zaraz minęło. 
-I z czego się cieszysz?-zapytał złowrogim głosem. Ja nic nie odpowiedziałam.
-O a teraz to cicho będziesz?-przestraszyłam się, bo wiedziałam, że on jest zdolny do wszystkiego. Podbiegł do mnie Dylan i przytulił, a Justin odszedł bez słowa.
-Boję się. Strasznie się boję, on jest zdolny do wszystkiego.-mówiłam szeptem, powstrzymując płacz.
-Nie martw się, nic Ci się nie stanie.-pokiwałam głową i poszłam do szatni, a reszta dalej grała. Przebrałam się i gdy zadzwonił dzwonek, wyszłam z szatni i kierowałam się na angielski. Zasmuciłam się, bo Dylan jest w innej grupie. Weszłam do klasy i zajęłam swoje miejsce. Po 10 minutach wszedł mój wróg numer 1 (czyt. Justin). Pewnie się bzykał z jakąś pustą lalą w kiblu. Przejechał oczami po klasie szukając wolnego miejsca i zauważył, że siedzę sama. Z wrednym uśmieszkiem spojżał na mnie i zaczął się kierować do mojej ławki. Jedyne co mi przyszło do głowy to "O mój boże" Zajął miejsce koło mnie, a ja udając że mnie to nie obchodzi nawet na niego nie zwróciłam uwagi. Tak na prawdę to wszystko we mnie pulsowało. Zaskakujące było to, że przez całą lekcję nic, się nie odezwał. Na następnej lekcji stało się coś najgorszego. Pani Wood (pani od matmy) udzieliła mnie jako korepetytorke dla Justina. Błagałam ją o zmiane na kogoś innego, ale była nieugięta. Na następnych lekcjach byłam myślami gdzieś indziej. Rozmyślałam nad tym, jak uniknąć tych korepetycji. O mój boże. Do głowy przyszła mi  myśl o moim ojcu. Przeciesz jak on sie dowie to rozpowie całej szkole. No nie, ja sie zabije. Po szkole pożegnałam się z Dylanem i poszłam do domu. Moja mama była... szczęśliwa? Jejku, nigdy nie widziałam jej szczęśliwej. 
-Co się stało?-zapytałam mamy całej w skowronkach.
-Nie uwierzysz. Twój ojciec się wyprowadził. Powiedziałam mu, że jak on się nie wyprowadzi, to w tej chwili dzwonię na policję i wszystko im mówię. Chciał mnie wtedy uderzyć, ale szybko wzięłam telefon do ręki i postraszyłam go. I udało mi się.
-Naprawdę? Jestem z ciebie taka dumna. Naprawdę-mocno się w nią wtuliłam. Teraz moje życie będzie o powołę lepsze. Jeszcze został ten pieprzony dupek Bieber.

wtorek, 14 października 2014

1 Next hopeless day...

Kolejny głupi dzień. Kolejna nieprzespana noc. Kolejne rany na moim ciele. Kolejny raz bolące podbrzusze. A to wszystko przez mojego tatę. Od dawna mnie wykorzystywał, tak jak mamę. Ona bała się mu sprzeciwić, bo wiedziała, że to skończyłoby 
się siniakami. Zaczęłam się szykować do szkoły. Po 5 minutach byłam na miejscu. Nikogo tam nie znałam i z nikim się nie odzywałam oprócz Dylana. On był moim najlepszym przyjacielem, tak jakby bratem. Był ze mną od zawsze. Dylan wiedział o mnie i moim ojcu. Dzisiaj nie było go w szkole. Chodził tam jeszcze taki Justin Bieber. Cały czas się ze mnie nabijał i on też przyczyniał się do powstawania blizn. Dylan wiedział o tym że się tne. Gdy przekroczyłam próg szkoły, od razu rozbolała mnie głowa, czyli tak jak zawsze. Pierwsza była matematyka. Lubię ten przedmiot i jestem w nim całkiem dobra. Siedzę z Dylanem, którego dzisiaj nie ma. Pani oddawała testy.
-Emma 2.
-Dallas 3.
-Henderson 4.
-Lexi 5.
-Bieber 1.
-Zajebiiście.-krzyknął z sarkazmem.
-Jak tak dalej pójdzie to nie zdasz, musisz sobie znaleść korepetytora.
-Haha jeszcze czego.-zaśmiał się pod nosem, lecz pani tego nie usłyszała. Powpisywała oceny wszystkim uczniom do dziennika.
Zadzwonił dzwonek. -Nareszcie.-powiedziałam pod nosem. Teraz historia. Jak ja nieznosze historii. Szłam przez korytarz ze spuszczoną głową i na kogoś wpadłam. To był Justin. -Cholera.-zaklnęłam pod nosem.
-Proszę proszę, patrzcie kto tu idzie. To nasza kujonka. A może udzieliłabyś mi korepetycji?
-Odwal się ode mnie.-mówiłam do niego dalej ze spuszczoną głową.
-Oo jaka pyskata. 
-Zostaw mnie.-próbowałam się bronić, lecz to nic nie dało.
-Słuchaj,-nie zdążył dokończyć bo zadzwonił dzwonek, a ja szybko pobiegłam pod klasę.
*Po lekcjach*
Poszłam do szatni się przebierać i miałąm już wychodzić, gdy do szatni wszedł Bieber. Czy ja jestem na niego skazana?!
-Ooo, to ta która mi zwiała, tak?.-zadrwił. Nic się nie odezwałam
-No powiedz coś, a może się boisz?
-Mam się bać kogoś kogo bawi czyjeś nieszczęście?-zaraz tego pożałowałam bo strzelił mi z liścia w lewy policzek. Uderzył mnie tak mocno, że wylądowałam na ziemi.
-Wow, nieźle, damski bokser się znalazł.-zadrwiłam z niego, lecz tak jak wcześniej wymierzył mi kolejny cios w polik. Ponownie dzisiejszego dnia znalazłam się na ziemi. Powoli podniosłam się.
-Czy ty jesteś nadpobudliwy?!-zapytałam przez łzy. Bieber przycisnął mnie do ściany i złapał za szyję.
-Jeśli komuś o tym piśniesz, to skończy się dla ciebie o wiele wiele gorzej. Zrozumiałaś?-niemrawo pokiwałam głową i wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam ze szkoły płacząc i trzymając się za lewy policzek. Wróciłam i ujrzałam moją mamę leżącą na ziemi i chowając głowę między nogami a nad nią ojca.
-C..co ty robisz?!-zaczęłam się drzeć na niego.
-Czego się drzesz mała suko. To wina tej szmaty, bo nie chciała przespać się ze mną.-jak on może tak mówić?!
-Czy ciebie już do końca pogięło? Jak ty w ogóle możesz tak mówić?! Bijesz ją bo co? Bo nie chciała ci dać dupy?-wrzeszczałam 
najgłośniej jak mogłam, lecz on nic sobie z tego nie robił.
-A propo dawania dupy. Skoro twoja matka mi nie chce jej dać, to ty musisz uszczęśliwić swojego ojca. No chodź na górę.
-Nie! Nie pójdę. Jeśli chcesz dziwki to idź na ulicę, tam jest ich pełno, ale od nas masz się odczepić! Bo jak nie to...
Bo jak nie to co?-przerwał mi a ja nie wiedziałam co mam powiedzieć więc blefowałam.
-To yy ja y zadzwonię na policję!
-Haha na policję? A co oni mi zrobią, przecierz na mnie nie doniesiesz, nie masz tyle odwagi, a tym bardziej twoja matka.- cały czas z nas drwił. Ja pobiegłam do pokoju i zamknęłam je szybko na klucz. W mgnieniu oka weszłam do łazienki i je także zamknęłam na klucz. Wyjęłam swój telefon i zadzwoniłam po Dylana. Był po kilku minutach.
-Co się stało mała?-usiadł pod ścianą obok mnie, a ja w momencie położyłam głowę na jego nogach i wybuchłam płaczem.
-Ja, ja już nie wytrzymuje.-mówiłam co drugie słowo szlochając. 
-Nie wiem co mam ze sobą zrobić, może jak się zabiję to będzie o jeden problem mniej na świecie, nie mam dla kogo żyć.-kontynuowałam
-Nie mów tak! Masz dla kogo żyć, ja się nie liczę?-zapytał ze łzami w oczach.
-Liczysz się, oczywiście, że się liczysz.-wstałam i podeszłam to umywalki, i wyjęłam z szuflady żyletkę. Usiadłam na przeciw Dylana i miałam już okaleczać moje ręce gdy...
-Stop! Wiem, że to robisz, ale nie pozwalam Ci pociąć swojego ciała już nigdy więcej!-mówił z dalej załzawionymi oczami. Przejmował się tym, że to robię.
-Ale..
-Żadnego ale! Masz.-podwinął rękaw od swojej bluzy i podał mi swój nadgarstek.
-Po co podałeś mi dłoń?-zapytałam ze zdziwieniem.
-Masz, tnij, nie chce żebyś się już okaleczała, więc masz moją dłoń.
-Dylan, ja nie mogę ci tego zro...
-Jeśli sobie potrafisz to mi też możesz.-powoli przybliżałam moją rękę z żyletką do jego dłoni. Miałam już przejechać kawałkiem metalu po jego skórze, lecz się powstrzymałam. Schowałam głowę w swoje ręce i powiedziałam...
-Nie mogę, nie potrafię Ci tego zrobić.
-A sobie możesz to robić?-nic nie odpowiedziałam.
-Obiecaj mi, że już nigdy sobie tego nie zrobisz, a jeśli spróbujesz to ja też cię potnę, ok?- pokiwałam twierdząco głową.
-A teraz oddaj mi wszystkie żyletki jakie posiadasz.
-Że co?-spojrzałam na niego pytająco.
-No to co słyszałaś, oddaj mi je, żebym wiedział, ze już tego nie zrobisz.-powoli podniosłam się z miejsca i z niechęcią oddałam Dylanowi wszystkie żyletki jakie posiadałam.
-Wszystkie?-zapytał niedowierzając.
-Tak, wszystkie.
-Ok, więc teraz chodźmy.
-Gdzie?
-Na lody, pizzę, do kina, gdzie chcesz.
-Ok, tylko wezmę pieniądze.-wzięłam to co musiałam i wyszłam z chłopakiem. Dobrze, że tata pojechał do roboty. Czas spędzony z 
Dylanem odciągnął mnie od tej całej sytuacj.
_______
No i jest, pierwszy rozdział. W komentarzach piszcie czy się podobało czy nie. I jeśli ktoś chce być informowany to piszcie do mnie na fb : https://www.facebook.com/madzia.zawadzka.9